czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział 21

Youki: Nooo cześć ^-^
Nikai: Czy Ty zawsze musisz straszyć ludzi ? o.O
Youki: CO Ty sobie zrobiłaś z nazwą ?? ;-;
Nikai: Booo... taką zawsze chciałam mieć ...T.T
Youki: Jasne... jakie marzenia.
Nikai: Nie interesuj się :)
Youki:A będę !
Nikai: To seee bądź :)
Youki: Piszmy !
Nikai: Wiesz, na czym skończyłyśmy ?
Youki: Jak na nich posłaniec ma wyskoczyć !
Nikai: Ja pieprzę, jaki spoiler ! :)
Youki: Ciiicho xD
Nikai: Ubolewam nad tym _---_ <----Widzisz to most, z którego się zrzucę !
Youki: Jej, ja mam skrzydełka !
Nikai: Spieprzaj ...
Youki: Ah, ta miłość !
Nikai: Wmawiaj sobie, słonko :)
Youki: Ranisz... i to mi się podoba *-*
Nikai: Mi też, osobiście to mi też <3 _ <3 (Ujawnia się mój sadyzm )
Youki: A moje sado- maso ?
Nikai: PISZMY !!!!

***

   Nadal leżeliśmy na ziemi, nieruchomi nawet przestaliśmy oddychać, aby wsłuchać się w odgłosy nocy. Ryk tak nagle rozniósł się po okolicy, ale równie szybko zanikł. Byłam zdezorientowana.
- Słyszałaś ? Nasz obiad ! - powiedział rozradowany Jerard. 
- Nie ciesz się tak, nie wiadomo przecież, czy to coś nie jest niebezpieczne. - odrzekałam zdegustowana jego małym ilorazem inteligencji.
- No co ty, nabije się go na twoją wykałaczkę - nadal się śmiał.
- Zamknij się, musimy być czujni. A tak w ogóle, nie wiedziałam, że masz taki niski poziom IQ. 
   Teraz ja się zaśmiałam widząc jego zbaraniałą minę. Spojrzał na mnie z urazem w oczach, pociągnął nosem i otarł niewidzialną łzę z policzka. 
- Okrutna kobieta. Ranisz me delikatne serce! - złapał się za pierś dla efektu.
- Ta, delikatne ...
   Miał coś dodać, gdy znowu rozległ się echem ogłuszający wrzask, który tym razem dziwnie przypominał krzyk wściekłej kobiety. Nie rozumiałam  z tego co się dzieje zbyt wiele. Wyrwałam się z objęć Jerarda i jak delikatny pyłek uniosłam się na najwyższą gałąź dwudziestu-metrowego drzewa. Jego korona idealnie mnie ukrywała przed wrogim spojrzeniem i jak się okazało również przed Jerardem. Głupek błąkał się po polance, zaglądał między krzaki i różne nory. 
- Psst, debilu! Spójrz w górę. - powiedziałam jak najciszej.
  Spojrzał w górę mrużąc oczy, aby lepiej widzieć. 
- Jak mam tam niby wejść ? Jestem zmęczony i głodny ... 
- Po czym ? - na moją twarz wstąpił zawadiacki uśmiech.
- Po wspaniałym seksie z Tobą! - zamarłam. 
   Z lasu zaczęła wyłaniać się jakaś istota, tuż za plecami Jerarda. Szła powolnym i zmysłowym krokiem, wywnioskowałam, że to coś mogło być po części rodzajem żeńskim.
- Jerardku i nie zaprosiłeś mnie ? Nie pamiętasz już jak ci robiłam dobrze ? 
   Z ust diabelsko zmysłowej kobiety wydobywał się równie uwodzicielski głos. Każdy ruch jej seksownie zaokrąglonego ciała gotował krew w moich żyłach. Czerwone włosy wiły się jak płomienie rozświetlając jej postać. Co do jej ubrania, można było powiedzieć, że w ogóle nie miała nic na sobie. Jedynie kawałki brązowej skóry zakrywały najintymniejsze miejsce. Najbardziej wstrząsnęły mną jej oczy,  ich głęboka czerń była niczym kawałek piekła na ziemi. Ile razy już zabiła ich spojrzeniem ? Setki czy nawet miliony dusz uległo zdradzieckiemu pięknu zła ? 
    Siedziałam jak na szpilkach czekając na reakcje  Jerarda. Stał nieruchomo, myślałam że zaprzeczy jej słowom, albo chociażby wyzwie ją.
- Ikari, skąd się tu wzięłaś ?
  Zacisnęłam zęby ze złości, która wywołała ciarki na mym ciele. Czyli znał ją i to chyba dość dobrze, jeśli zwracał się do niej po imieniu.
- Tęskniłam za tobą - wydęła krwistoczerwone wargi.
- Ty wiesz, co to tęsknota ? - zaśmiał się gorzko.
   Ikari znalazła się tuż przed mym ukochanym, ich nosy dzieliły jedynie milimetry, zapewne czuł jej oddech na swych wargach . Jej dłoń zakończona szponami zjechała na jego krocze i rozdarła delikatny materiał spodni. Mój spokój został rozwiany tak gwałtownie, że natychmiast zleciałam na dół przyzywając włócznię, którą samymi myślami zamieniłam w dwie ostre katany. Ostrza przecinały wiatr ze świstem i jakby prześcigając moje myśli skierowały się ku szyi Ikari.
   Miecze skrzyżowały się na jedwabistej skórze sukkuba. W ten o to sposób nie mogła wykonać żadnego ruchy, nie ryzykując obcięciem głowy. Ku mojemu zdziwieniu zaśmiała się gardłowo i powiedziała:
- Jerard, kiedyś miałeś lepszy gust w doborze partnerek. Skusiłeś się na tak marną upadłą ? 
- Nie zapominaj, że w każdej chwili mogę ci obciąć głowę, suko - wysyczałam z gniewem.
   Gdy to powiedziałam Jerard dopiero się ruszył. Wycofał się do tyłu i spojrzał na mnie. Czyżby w jego oczach kłębił się żal i skrucha ? Nawet jeśli, miałam to w głębokim poważaniu, teraz czułam jedynie, że muszę zabić swoją rywalkę. 
- Słonko, nie możesz mnie zabić, bo zostałam tu przysłana po ciebie przez samego tatkę. Tak, jestem córką Lucyfera, bijcie pokłony - powiedziała znudzonym głosem - A tak w ogóle, Jerard to co zrobiłeś mojemu bratu to był cios poniżej pasa i to do słownie. 
   Zdałam sobie sprawę, że Ikari jest siostrą mojego niedoszłego gwałciciela. Ten fakt wpłynął jeszcze bardziej na moje uczucia. Miałam coraz więcej powód do tego, aby zabić.
- Zasłużył sobie - odpowiedział.
- A niby co takiego zrobił? Chciał się przespać z anielicą? Też mi coś - prychnęła
   Tym razem Jerard odpowiedział gniewnie.
- Tu nie chodzi o jakąś tam anielicę! Chciał zgwałcić moją ukochaną !- ryknął.
   W jego dłoni jak na zamówienie pojawił się potężny miecz, którego siłę poczułam na własnej skórze. Wycelował go w Ikari, była w potrzasku. Trzy ostrza dotykały skórę jej szyi. Kobieta sukkub zasyczała groźnie, ale nie poruszyła się nawet o cal. Nie miałam teraz czasu na to, aby rozmawiać z Jerardem. Ostrym spojrzeniem przekazałam mu, że później się z nim policzę.
- Nie możesz mnie zabić, bo inaczej spotka cię surowsza kara, braciszku. Wiedź, że tatuś mnie uwielbia i gdybyś mnie zranił nie oczekiwałabym łaski. Dlatego teraz opuście miecze.
    Spojrzeliśmy na siebie z Jeradem, stanowczo pokręciłam głową na znak protestu. Nie wierzyłam w żadne słowo Ikari, dlatego nie zamierzałam jej odpuszczać. I właśnie w tamtym momencie zawiodłam się na moim ukochanym, który opuścił broń i pozwolił jej zniknąć. Z szoku rozchyliłam usta. Poczułam się zdradzona, to jakby nagle ktoś wbił mi nóż w plecy. Kiedy taka rzecz wychodzi od najważniejszej dla ciebie osoby, ból jest stokroć silniejszy.
   Z wcześniejszych słów kobiety wynikało, że w przeszłości coś ich łączyło. Czyżby on o tym nie zapomniał i czuł do niej cokolwiek ? Tego nie wiedziałam. Byłam jednak pewna, że będzie próbowała mi go odebrać, ale mimo, że mnie zranił nie chciałam rezygnować z miłości. Musiałam stłumić złość i nie zabijać jej. Tak, to by było łatwe, ale chciałam posmakować rywalizacji. Dzięki temu zobaczę, ile warte było moje poświęcenie.
   Zacisnęłam zęby i odsunęłam katany od szyi mojej nowej rywalki. Ta błyskawiczne odsunęła się ode mnie i stanęła przed nami. Wysunęła rękę do przodu, która zapłonęła czarnym ogniem. Przed nią zaczął się tworzyć portal, tak przynajmniej myślałam. Po chwili odsunęła się i wykonała zapraszający gest w kierunku przejścia do najgorszego miejsca, jakie istniało. Do samego piekła.
- Panie przodem - powiedziała zadziornie córka szatana.
   Ruszyłam pewnym krokiem, kiedy już miałam zatopić się czerni, męski ramię zagrodziło mi drogę. Spojrzałam w ukochane czerwone oczy, mimo, że nadal byłam zła na tego zmysłowego demona.
- Trzymaj się blisko mnie. Ja tam żyłem setki lat, ty zobaczysz to po raz pierwszy. Nie oddalaj się zbyt daleko.
- Wiesz, po tym co ujrzałam ani mi się śni spuszczać cię z oczu.
- Rozumiem. Później o tym porozmawiamy.
- Mam nadzieję.
- Ahhh ta prawdziwa miłość! Rzygać mi się chce - wtrącił zdegustowany sukkub.
    Nawet tego nie skomentowałam, tylko ujęłam dłoń Jerarda w swoją i przeszłam do świata, do którego nigdy mi się nawet nie śniło, że wejdę.
    Najpierw poczułam mrowienie, następnie już lekko bolesne kłucie, tak jakby w moje ciało wbijały się małe igiełki. Powietrze wokół było dla mnie niczym trucizna, zapychało mi płuca, niszcząc w nich po kolei wszystkie komórki, jedna po drugiej. Czułam jak nogi uginają się pod naporem reszty ciała, coś ciągnęło mnie w dół. Gdy myślałam, że umrę poczułam ramiona, które oplotły się wokół mojej talii. One mnie podtrzymywały.
    Powoli ból niknął, czerń rozwiała się, a ja zdałam sobie sprawę, że stoję na pożółkłej trawie. Uniosłam głowę, wyobrażając sobie, iż zaraz zobaczę scenerię rodem z horrorów. Jakże się zdziwiłam, gdy ujrzałam zwykłą krainę. Gdzieniegdzie stały domy z których wychodziły demony najróżniejszych maści, nie które posiadały nawet ogródki ! OGRÓDKI !  Jeśli mnie wzrok nie mylił nie daleko był targ, widziałam stoiska i targujące się ze sobą istoty. Nieopodal stał ogromy zamek, strzeliste wieże były koloru zgaszonej bieli,  zwieńczone niebieskimi kopułami.
- Eeee... To raczej Disneyland ... pomyliłaś krainy - zwróciłam się do sukkuba.
- Eh, to tylko głupi żart tatka - powiedziała ze śmiechem - W środku nie jest taki... taki bajkowy.
- Rozumiem - zaśmiałam się.
    Ruszyliśmy w stronę siedziby szatana, pewnie już na mnie czekał. Kierowaliśmy się do kamiennego mostu, gdy tak szliśmy nie jeden mieszkaniec piekieł spojrzał w naszą stronę. Tak dokładnie spojrzenia były skierowane na mnie, widziałam ich ciekawość. Nagle jakaś demonica wykrzyczała:
- Hej, patrzcie kto wrócił - spojrzałam w jej stronę, kilka innych przedstawicielek płci pięknej dołączyło do niej.
- Nasz Casanova zawitał !
- Jej! Stęskniłam się Jerardku - jedna z nich puściła do niego oczko - Możesz wpadać do mnie kiedy tylko zechcesz.
- Ej, Tara nie bądź taka samolubna !
  Stanęłam jak wryta, Jerard miał spuszczoną głowę na znak pokory. Nagle przed nas wysunęła się Ikari i powiedziała :
- Niestety moje kochane, nasz Jeruś się ustatkował. Nie ma co wzdychać.
    Wokół rozległy się głosy protestu i zawodu, kilka kobiet spojrzało na mnie z nienawiścią. Sukkub odwrócił się do mnie i zabłysł zębami w zadziornym uśmiechu. To jeszcze bardziej mnie zdziwiło, przecież jeszcze kilkanaście minut temu próbowałam ją zabić... Czyżbym się co do niej pomyliła?
- Chodźmy, za nim się rzucą na nas - zaśmiała się szczerze.
     Wyciągnęła do mnie rękę i chwyciła za ramię i zaczęła ciągnąć w stronę pałacu. Pozwoliłam jej na to, bo byłam tak osłupiała, że nie byłam stanie nic powiedzieć, a co dopiero wyrwać się z jej uścisku.
- Tak naprawdę nic nie mam do Jerarda. Bierz go sobie, tu jest wiele innych seksownych facetów. - powiedziała na uboczu, wprawiając mnie w zakłopotanie.
- Czemu mi to mówisz, próbowałam cię zabić.
- Słonko, dzięki tobie się zabawiłam. Polubiłam cię, masz mocny charakterek. W pełni na niego zasługujesz - skinęła w stronę Jerarda, który wlókł się za nami jakiś podłamany. - Tylko, czy on zasługuje na ciebie ?
   Te słowa zakończyły naszą pierwszą pokojową rozmowę. Skupiłam się na tym, że zaraz przejdę przez wrota zamku, gdzie spotkam najniegodziwszą osobę w całym wszechświecie. Strażnicy zmierzyli mnie pożądliwym wzrokiem, na co się delikatnie uśmiechnęłam. Reakcja Jerarda była bezcenna, od razu podbiegł i wziął mnie pod ramię. Szybko mu się wymknęłam i ze śmiechem podeszłam do Ikari. Widziałam jego zdezorientowanie, moja nowa koleżanka zawtórowała mi. Jakby czytając sobie w myślach przybiłyśmy sobie piątkę i pofrunęłyśmy w głąb zamku. Słyszałam tylko żałosny jęk Jerarda:
- Co się dzieje, do cholery ?

 ***

   Znaleźliśmy się w pełnej przepychu sali tronowej. W ściany zostały wkute przeróżne kamienie szlachetne, od diamentów do rubinów. Światło wpadające do środka odbijało się od nich tworząc na posadzce feerię kolorowych świateł. W zachwycie szłam przed siebie, gdy nagle znalazłam się pod tronem, z którego spoglądał na mnie, nie kto inny, jak Lucyfer. Jego ciemne włosy przechodziły w fiolet, podkreślając lazurowe oczy.  Jego skóra lśniła, tak jakby ktoś ukrył pod nią słońce. Pięknie wykrojone usta wygięte były w uśmieszku, niesamowicie wyrzeźbione ciało okrywały zdobne szaty, nadając mu swojego rodzaju majestatu. Wszytko to zwieńczała jego obojętna poza, którą przybrał na ogromnym tronie. Na jednej dłoni oparł głowę, drugą ułożył luźno na nogach. Rozchylił usta, jakby chciał już coś powiedzieć, gdy nagle odezwał się Jerard.
- A Ty co tak odświętnie ubrany ? Czemu nie w ręczniku ? - spytał zaskoczony.
   Szatan spojrzał na niego zbulwersowany i tym razem to ja nie dałam mu dojść do słowa.
- Na co Ty zwracasz uwagę? Patrz na jego oczy, są niebieskie ! Nie będę jedyna z jasnymi tęczówkami.
- Cisza ! - warknął pan piekieł - Mamy ważniejsze sprawy do omówienia. Po pierwsze, Melanio, od jutra zaczniesz trenować z moją córką panowanie nad innym żywiołem niż wiatr. Wynika to z tego, że twoja moc może pozabijać demony, a tego nie chcę. Ikari pomoże ci z wyborem. - tu spojrzał na sukkuba, który wesoło do mnie pomachał - Po drugie, Jerardzie, należy cię ukarać za to co zrobiłeś mojemu synowi, otóż czeka cię...

***

Youki: Znowu to zrobiłam !
Nikai: JEB ! Kocham to *_*
Youki: Uczysz się powoli !
Nikai: Yhm... także tego, żegnam :)
Youki: Co żegnasz? Zaraz piszemy następny :) Po tym, jak stoczymy walkę o świętego Grala ( wodę w szklance xD)
Nikai: WYGRAŁA ;___;
Youki: Eh, to była jej woda :D Ma problem dziewczyna, nigdy nie wygra z takim siłaczem *-* ;)

THE END. (Youki : ETHERIOUS NATSU DRAGNEEL) <--- fan FT zrozumie ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz