sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 19 :DD

Youki: I widzimy się po tygodniu *-* Czas na akacje w kuchniiii
Niku : Będą po prostu jeść ! CHLEB !
Youki: Jasne, jasne ...
Niku: I po zjedzeniu trochę się jeszcze pobawią ?? E tam !
Youki: To nie jest zabawa dla dzieci ! To jest miłość dorosłych ? :O
Niku: A niech się bawią, młodzi są !
Youki: Nie przedłużajmy :D Blat, Mela + Jerard = wpadka ! Hahaha
Niku : Co ?! o.O 
Youki: Nic, nic... piszmy :)

***
- Nieś mnie do tej kuchni troszkę szybciej ... brzuch się buntuje - wyburczałam.
  Spojrzał na mnie z rozbawieniem, ale i z pewnym zmartwieniem. Czuł się chyba za mnie odpowiedzialny, za maską nonszalanckiego i sardonicznego, skrywał mężczyznę, który ma w sobie sporo wrażliwości. Objawiało się to w chociażby delikatnym objęciu jego silnych, nieskrywanie bardzo muskularnych ramion. Bez jakiegokolwiek strachu położyłam głowę na ciepłym, idealnie wyrzeźbionym torsie i słuchałam szybkie uderzenia serca. Czy biło tak silnie dla mnie ? Jeśli tak, to będę się starać, na tyle ile potrafię, aby nigdy nie przestało wybijać tego rytmu. W tamtym  momencie przyrzekłam sobie, że moje własne będzie bić tylko dla niego.
- Zasypiasz? - zdziwił się.
- Nie, tylko słucham Twojego serca. - wyszeptałam. - To cudowna melodia, która mówi jak bardzo dobry jesteś.
  Na chwilę zapadła cisza, przystanął i na chwilę wstrzymał oddech. Dlaczego moje słowa były dla niego takim zaskoczeniem ? Czy moje słowa go uraziły? Nie chciał ich słyszeć ode mnie ? Może... nie jestem warta, aby dla mnie żył? Zaczęłam szybciej oddychać, z każdą sekundą jego milczenia byłam bliżej do tego, aby popaść w rozpacz. Wszystko zepsułam, stałam się za bardzo sentymentalna, za bardzo naiwna, jak na "aniołka" przystało. "Powiedź coś, powiedz coś !!! " , krzyczałam w myślach. Kto by się spodziewał, iż milczenie może okazać się bardziej raniące, niż słowa i gesty. W kilka godzin omamił mnie, zdążył bez przeszkód nakreślić na moim sercu znaki przynależności. Zrobiłam z siebie idiotkę...
- Mówisz, że jestem dobry? Wierzysz w to ? - spytał nagle, aż zabrakło mi tchu w piersi.
- Tak. - odpowiedziałam prosto, bo na nic innego w tamtej chwili nie było mnie stać.
- Super. - zaśmiał się gorzko - Przy tobie, czuję się jeszcze bardziej zły, jakby nie wystarczyło to, że jestem w połowie demonem.
- Idioto ! - krzyknęłam i ku jego zaskoczeniu uderzyłam go prosto w szczękę.
   Zbity z pantałyku, automatycznie rozluźnił ramiona, czułam jak wysuwam się z jego uścisku i wiedziałam również, że upadek na podłogę będzie bolesny i na tyle silny, abym sobie pogruchotała kości. W oczach Jerarda zobaczyłam strach, wyciągnęłam ku niemu ręce i on jakimś cudem chwycił mnie mocno w tali, przy okazji przekręcając swoje ciało o sto osiemdziesiąt stopni, przez co gruchnął plecami w podłogę a ja wylądowałam na nim.
  Przez chwilę nic się nie ruszałam, nie przewidziałam takiego scenariusza ani w jednym procencie. On również leżał pode mną sztywno, jedynie płytko oddychał, nie rozluźnił również palców wpitych w moje ciało, jakby bał się, że ucieknę.
- Masz niezłego ciosa - przerwał niezręczną ciszę i po chwili się zaśmiał.
- Jesteś głupi i tyle mam do powiedzenia na ten temat - w moim głosie też można było usłyszeć śmiech.
- Dzięki. Nie musisz mi robić wykładów, wszystko rozumiem.
- Taaaak ? Nie, chyba nie rozumiesz. Widzisz, ja jako anioł dopuściłam się nie godnych czynów, więc z nas dwojga ja jestem gorsza. Uwierz mi nie obchodzi mnie to, że masz w sobie potężnego demona! Kocham człowieka w tobie. Nie... - zawahałam się na chwilę i patrząc mu prosto w oczy, powiedziałam - Kocham Cię całego.
- Wiesz, że nie zasługuje na te słowa ? Ale jestem strasznym egoistą i dlatego zatrzymam je dla siebie razem z Tobą.
   Chciałam jeszcze coś dodać, jednakże z mojego brzucha wydobył się niemożliwy odgłos, który wywołał u Jerarda złośliwy śmiech.
- Wstawajmy, damy ci coś jeść - nadal się śmiał, gdy się pomagał mi usiąść na krześle.
  Kuchnia był cudowna, szafki były z ciemnego drewna na którym zostały wymalowane czerwone kwiatki, światło padało do środka przez okienko nad zlewem. Mimo, że domek wyglądał na stary i opuszczony, wcale taki nie był. Wszystko lśniło czystością, nie zabrakło małej, czerwonej lodówki rodem z lat 60 oraz kuchenki gazowej.
 Wygląd był zachęcający, oby tylko znalazło się jakieś jedzenie. Jednak zupełnie inny widok sprawił, że na moją twarz zawędrował rozmarzony uśmiech.
  Jerard zostawił mnie i ruszył do szafek, dzięki czemu miałam doskonały widoczek na jego tyły. Praca jego mięśni pod skórą był na tyle absorbujący, że nie usłyszałam za pierwszym razem jego pytania.
- Gapisz się na mój tyłek? - odwrócił się przodem do mnie z zadziornym uśmieszkiem.
- Niee, wcale. Wydaje ci się i tyle. Rób mi te jedzenie, nie zwracaj uwagi na to, co robię. Ja prowadzę tylko poważne obserwacje i analizy, czysto naukowo.
- Ahaa, mnie tam się podoba. Ale nie wybrzydzasz, że oglądasz tyły, a nie przód ?
- Emm... z tyłu lepiej widać prace mięśni, mogę więcej zanalizować - podciągnęłam nosem, podkładając dłoń pod brodę.
- Zboczona baba.
- Nie wyzywaj mnie, tylko mnie nakarm - uśmiechnęłam się do niego słodko.
- Mam chleb, z czym chcesz?
- Z CHLEBEM ! Daj cały, zjem na sucho - wyciągnęłam do niego dłonie w proszącym geście.
- Dobrze, już dobrze - podszedł do mnie, wręczając mi mały bochen.
  Nigdy chleb tak dobrze mi nie smakował, byłam tak głodna, że dopiero po pięciu minutach i po połowie zjedzonego chleba poczułam jego natarczywy wzrok na moim ciele. Siedział na krześle obok mnie, spojrzałam na niego pytająco.
- Też jestem głodny - wymamrotał.
- Chcesz? - wyciągnęłam do niego pieczywo.
- Nie o taki rodzaj głodu mi chodzi - tym razem w jego głosie słyszałam uwodzicielską nutę.
 *** +18 !!!!
   Przełknęłam jedzenie, po takich słowach trudno mi było wziąć kolejnego gryza. Doskonale wiedziałam o co mu chodzi, jednak miałam zamiar się troszkę podroczyć.
- Jaki? - spytałam niewinnie i zmusiłam się do jedzenia.
- Nie udawaj, że nie wiesz - prychnął.
   Nic nie odpowiedziałam, jak gdyby nigdy nic, jadłam. Rzucałam mu spojrzenia spod rzęs, widziałam jak drgają mu palce dłoni i czułam palące spojrzenia.
- Powiedz mi, chętnie się dowiem - powiedziałam po ostatnim kęsie, znów czułam się silna.
- Otóż, mam niezmierną ochotę na ciebie, tu i teraz na tym stole.
   Wstał z krzesła przez co doskonale widziałam jego męskość, znów był gotowy. Wyciągnęłam dłoń do przodu i najpierw jednym palcem przejechałam po całej długości gorącego ciała, potem ujęłam w całą dłoń. Tym razem mnie nie odciągnął, czekał na to co zrobię. A więc nie zastanawiałam się dłużej i przystąpiłam do akcji. Powoli włożyłam go sobie do ust, przejechałam językiem po wilgotnej skórze, jego pomrukiwania działały na mnie, jak okrzyk zachęty. Obsypywałam go intymnymi pocałunkami, przy każdym drżałam równie mocno jak on.
   W pewnym momencie sięgnął dłonią pomiędzy moje uda i zaczął mnie pieścić, byłam coraz bardziej wilgotna. Jęczałam trzymając go w ustach. Chwyciłam go za pośladek, aby go do siebie przybliżyć i zostawiłam ją na tym miejscu, drugą dłonią masowałam go po udach docierając do najwrażliwszych miejsc. Zacisnęłam zęby, aby sprawić mu większą przyjemność, wtedy on wsunął we mnie dwa palce i zaczął nimi energicznie poruszać. Znów doszliśmy w tym samym czasie, co było bardzo miłe.
- Jesteś wspaniała - miał przyśpieszony oddech.
- Hmm...
- Co?
- Powiedziałeś, że masz na mnie ochotę ? Na stole ? - spytałam.
  Błyskawicznie mnie podniósł i ułożył delikatnie na stole, podparłam się na łokciach, aby móc go widzieć. Nic na razie nie robił, tylko na mnie spoglądał. Na co czekał ?
- O co chodzi? - spytałam.
- Chcę najpierw nasycić się Tobą samym wzrokiem.
  I jakby dla podkreślenia swoich słów, zaczął taksować mnie swym magnetycznym spojrzeniem. Pomyślałam sobie, że należy zachęcić go do działania. Usiadłam na środku stołu. Rozłożyłam nogi, aby miał doskonały widok na wszystkie partie ciała. Nie wstydziłam się ani trochę. Najpierw położyłam dłonie na piersiach, zaczęłam kreślić kółka, kilka razy pociągnęłam mocniej za sutki.
   Nie odrywałam od niego wzroku, czekałam na jego reakcje, byłam ciekawa jak długo wytrzyma. Nadal stał, nie zrobił w moją stronę nawet kroku.
   Zjechałam jedną ręką na brzuch, wykonywałam powolne ruchy i oddychałam przy tym coraz szybciej. Po chwili zauważyłam jak zaciska pięści. Czyżby tracił kontrolę nad samym sobą ? Uśmiechnęłam się do niego uwodzicielsko i prowokująco, przy tym zjeżdżając ku najczulszemu miejscu. Zrobił jeden krok. Pieściłam się delikatnie a z każdym ruchem on był bliżej stołu.
   W końcu nie wytrzymał, doskoczył do stołu i natychmiast przyciągnął mnie na jego brzeg. Tym razem nie był tak delikatny, tylko wbił się we mnie mocno. Krzyknęłam z rozkoszy. Jego ruchy były coraz szybsze, przy każdym drżałam coraz to silniej. Był niczym dzikie zwierzę, prze które przemawia instynkt. Zaplotłam nogi na jego biodrach i przyciągnęłam go bliżej, jakby chciała się stopić z nim w jedno ciało.
- Mocniej - wydyszałam.
   Nie poznawałam samej siebie, w którym momencie stałam się taka śmiała ? Przy nim odkrywałam inną osobę we mnie. Nie czułam, żeby to było złe. Po prostu zrzuciłam łańcuchy, które tak długo mnie powstrzymywały.
    Mój wzrok przyciągnęły pentagramy i runy, które rozrastały się na jego ręce. Sięgały już szyi. Widok był strasznie hipnotyzujący i w dziwny sposób piękny. Bardzo szybko znaki ogarnęły całe jego ciało, nadając mu wygląd starożytnego wojownika.
    W pewnym momencie warknął gardłowo, przyprawiając mnie tym o dreszcze. Demon zaczął przejmować jego ciało, zrozumiałam to wtedy, gdy czerwień jego oczu przysłoniła niezgłębiona czerń, przypominały dwie bezdenne studnie.
    Wyciągnęłam dłoń do jego policzka i pewnym głosem powiedziałam:
- Ciii... jest dobrze, jestem tutaj. Kocham cię bez względu na wszystko, wiem, że tam w środku się boisz. Ja zostanę.
  Czerń powoli ustępowała tak bardzo znanej mi czerwieni. Już po chwili spoglądał na mnie przytomnie, wyglądał na skruszonego. Szybko się odsunął i obrócił tyłem do mnie. Wplótł swoje długie włosy palce i pociągnął za nie mocno. Drżał na całym ciele, wyglądał jakby zaraz miał się rozpaść i zniknąć na zawsze.
   Nie mogłam znieść jego bólu, więc szybko zeskoczyłam ze stołu i podbiegłam do niego, aby go przytulić, jednak nie pozwolił mi na to. Gwałtownie wyszarpał się z moich objęć i nadal unikał mojego wzroku.
- Jerard?
  Drgnął na dźwięk mojego głosu.
- Nie rozumiesz, że jedyną rzeczą, której się boje jest fakt, iż mógłbym się skrzywdzić albo nawet zabić?!
  W jego głosie słyszałam udrękę, obwiniał samego siebie, ale przecież ja sama go skusiłam i dałam przyzwolenie, aby mnie dotykał i robił wiele innych rzeczy. Musiałam ponieść konsekwencje, nie tylko on.
- Ty chyba nie rozumiesz, że sama tego chciałam?
- To nie ma znaczenia! Powinniśmy to zakończyć, póki nie jest jeszcze za późno!
- Nie będziesz sam decydował ! - wykrzyczałam zbulwersowana.
  Odwrócił się w końcu do mnie i zobaczyłam jego twarz, którą wykrzywił grymas bólu. Patrzył na mnie z desperacją.
- Uważasz, że jesteś tak bardzo zły ? Co ja mam powiedzieć ?! To dla ciebie upadłam ! Nie jestem już aniołem, tylko jego cholerną namiastką ! Złem gorszym od ciebie, upadłym aniołem, potępieńcem ...
   Z moich pleców wysunęły się hebanowe skrzydła zakończone rogami,  podobne tyle że mniejsze pojawiły się na czubku głowy, czułam jak wyrastały. Jednym przypomnieniem tego, kim byłam przed upadkiem, były białe włosy, tylko to mi pozostało.
   Zobaczyłam szok na jego twarzy, chyba się tego nie spodziewał.
- Czy teraz chcesz mnie zostawić ? Zostawić bez niczego ? Tylko ty mnie pozostałeś ... - powiedziałam cicho.
   Nawet nie zauważyłam kiedy przygarnął mnie do swojej piersi. Chciałam jedynie westchnąć, ale z mojej krtani wyrwał się przeraźliwy szloch, który mnie samą zaskoczył. Nie wiem ile tak płakałam, w końcu pozwoliłam zniknąć skrzydłom i rogom. Prawie nie poczułam kiedy Jerard wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka. Położył się obok mnie i przygarnął do siebie. Byłam wykończona, usnęłam wsłuchana w bicie jego serca.

*** The End... ale rozdziału, bez spiny  :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz