Rozdział 15
***Perspektywa jelenia
Po raz pierwszy
od niewiadomych czasów, znów mogłem poczuć się tak spokojnie. Uwolnić się od
szponów samotności, która bez żadnych przeszkód, jako jedyna potrafiła ciskać
mną o ściany, przypominając tym samym o NIM. Tym który jako pierwszy mnie nie
odrzucił, nie pogardzał i bezinteresownie zaopiekował się mną, jak własnym
synem. Nauczył wszystkiego, co do dnia dzisiejszego potrafiłem. Chociaż na
chwilę dzięki tej delikatnie-zabójczej istotce która spoczywała w moich
ramionach mogłem przestać użalać się nad sobą. Wyglądała teraz tak spokojnie.
Dzięki niej moje serce mogło otworzyć się na nowe doznania. Była moim jedynym
światełkiem w tym bezkresnym labiryncie, gdzie tajemnicze korytarze
przytłaczały mnie swoimi ścianami, wywołując niepokój i wszechogarniający strach,
paraliżujący nie tylko moje ciało, ale w pewnym sensie i umysł. Dla niej byłem
w stanie unieść się poza ten z ciemny padół , w którym spoczywała moja i tak
już na wpół zjedzona , przez odmęty ciemności, dusza. Nadawała mi nowych
motywacji do działania.
Byłem już lekko
zmęczony. Kropelki potu zbierały się na moim czole i na szyi, powoli spływały
na dół, ku lekko umięśnionemu brzuchowi . Rzeczywiście nie warzyła ona tyle co
piórko. Nie obraził bym się jakby straciła parę zbędnych kilogramów. Bynajmniej
opłacały mi się te męczarnie. Jej twarz wyglądała tak słodko. Czasami
przerażała mnie jej niewinność. Zupełnie nie przypominała mi tej samej osoby,
którą była jeszcze kilkanaście minut temu. Uśmiechała się przez sen, jej ust
były lekko wygięte w łuk, ile bym dał, aby obdarzyła mnie chociaż, takim
uśmiechem, spojrzała jak na mężczyznę, a nie jak na obiekt kpin … głupich
żartów. Szlag by to ? Co się ze mną dzieję ? Dlaczego tak bardzo mi na tym
zależy ?! Przecież, widzę ją pierwszy raz, uratowałem … ale nic więcej. A
jednak czułem się wspaniale, gdy czułem bicie jej serca przy swoim, powolne i
spokojne uderzenia, inne niż wcześniej. Przed zaśnięciem była podenerwowana i
bała się.
Niosłem ją do mojej kryjówki,
stawiałem ostrożnie kroki z obawy, że mogę coś zrobić biednej dziewczynie. Moja
okolica nie należała do najbezpieczniejszych. W około jaskini schowanej za
szybkim oraz bystrym nurtem rzeki, istniały ostre szpiczaste skały odpędzające
niechcianych gości. Musiałem bardzo uważać. Nie chce nawet wiedzieć co by się
stało, gdyby przypadkowo spadła by na jedną z nich… Zamyślony podążałem do
miejsca zwanym „domem” gdzie nikt na mnie nie czekał.
*** Perspektywa Melanie „Sen”
Błądziłam w otchłani pozbawionej jakiekolwiek płomyczka radości. Nawet nie pamiętam, ile to już ziarenek czasu przeleciało mi pomiędzy zlodowaciałymi koniuszkami palców. Miałam wrażenie, iż zostałam umieszczona w jednej z próżni, gdzie bez żadnej żywej duszy, tułałam się w poszukiwaniu wyjścia z tego koszmaru. Mimo, że nikogo tam nie było, ja odczuwałam czyjś zimny, pogardliwy wzrok wbity w moje plecy, a gdy się odwracałam nikogo za mną nie było. Bałam się. Wiedziałam, że ten sen w jakiś czarodziejski sposób nie przemieni się nagle w bajkę, w których księżniczki ratowane są przez bufonowatych księciuniów, bo w każdym z nich próbuję się zabić.
W moich ciemnych odmętach podświadomości grasowały potwory, wystarczyło tylko, abym zmrużyła powieki i od razu wypełzały z miejsca swojego istnienia. W tamtym świecie nie miałam jakiekolwiek prawa bytu, podobnie jak nieziemski królewicz, o którym potrafiłam myśleć dniami i nocami. Cały czas zadawałam mu miliony pytań " Gdzie jesteś ?", "Czy jestem ciebie warta ? A może to ty nie jesteś wart mnie ?", "Zabrakło ci jaj, aby przyjść na te mokradła i wyciągnąć tonącą mnie z nieopanowanej otchłani ?". "Przestraszyłeś się swojego cienia? ", ''Jak nie możesz mnie znaleźć, usłyszeć to powiedz tylko słowo, a będę krzyczała wniebogłosy. Wejdę na wierzchołki drzew, aby być lepiej widoczna, nie będę się ukrywała. Z chęcią wskoczę w twoje ramiona, aby zaznać trochę więcej poczucia bezpieczeństwa. Tylko proszę, pojaw się przed moimi spragnionymi oczyma" - wyszeptałam z niewiarygodną łagodnością.
Położyłam się w zaznajomionej pustce. Ta dobrze znana mi przyjaciółka, jako jedyna przytuliła mnie do siebie namiętnością i nie chciała opuścić, nieważne, co bym próbowała zrobić. Chodziła za mną krok w krok. Była jednym wielkim cieniem. Nadmiernie spragnioną miłości, porzuconą kochanką. Tak bardzo potrafiła mnie przytłaczać swoją obecnością, nie chciała być ignorowana. Coraz bardziej obawiałam się, że ten stan może utrzymywać się już przez cały mój marny żywot.
Przestałam wyczuwać pełne pogardy spojrzenia, wymyślonych przeze mnie potworów. To zaczynało robić się zdczeczka dziwaczne. Miejsce, w którym przebywałam, przerażało mnie jeszcze bardziej, niż w pierwszym stadium snu. Cała drżałam ze strachu o moje życie. Mimo, iż tak bardzo chciałam się z niego wreszcie uwolnić, to nie w taki ewidentnie bolesny sposób. Chociaż... co mi tam.
W jednej chwili pojawiły się nienawistne kreatury. Z ich paszczy ulatniał się okropny odór, jednak to nie było tak przerażające, jak ich buchające nienawiścią i odrzuceniem oczy. Jak to zawsze bywa, pożałowałam mojego wyboru. Próbowałam uciekać. Jednak na próżno. Otoczyły mnie zwartą pętlą, w której nie było żadnych ubytków, więc nie było co mówić o ucieczce. Poczułam jak powoli ich macki dobierają się w okolice moich stóp. Przewrócili mnie i zaczęli pożerać żywcem. Zamknęłam oczy i wydałam z siebie głośny krzyk cierpienia.
***Perspektywa Jelenia (Kira - ale, Melanie jeszcze nie wie... haha, a my wiemy, wy teraz też)
Wszedłem do miejsca, które można było nazwać ogniskiem domowym. Zawsze było takie same. Puste, pozbawione żywej duszy, bez osoby, która mogła by spokojnie czekać na mnie z ciepłym obiadem. Zawsze zimne i oschłe. Moja wielka samotnia, pustka w najgorszym koszmarze, labirynt bez cząsteczki światła nadziei. "Może w niedalekiej przyszłości mogło by to ulec drobnej zmianie" - popatrzałem się na białowłosą królewnę. Położyłem ja na stogu całkiem świeżego siana. Przykryłem kocem zrobionym z najdelikatniejszych cumulusów, zostawiłem odkrytą tylko nogę z buchającą ogniem raną. Energicznie podszedłem do rześkiego nurtu źródła i namoczyłem kawałki białego płótna. Toczyłem zawziętą walkę z bezlitosnym czasem. Możliwe jest, iż gdybym nie udzielił jej pierwszej pomocy, umarła by w skutek okropnego zakażenia. To nie był łatwy przeciwnik do pokonania. Posiadał on równie taką samą silną wolę, co moja. Nie męczył się, nie potrzebował odpoczynku , a tym bardziej przerwy na kawę. Był bezlitosny. Wystarczyło tylko jedno skinięcie, zły ruch, aby zabrał swoje oddziały i rozerwał szyki, zniszczył delikatny organizm dziewczyny.Jednak na całe szczęście, nie dopuściłem to takiego stanu rzeczy.
Wygrałem ze śmiercią. Czułem się w tamtym momencie tak niesamowicie. Krew w moich żyłach płynęła coraz szybciej, pod wpływem uwalniającej się adrenaliny. Musiałem zachować się w miarę normalnie i przede wszystkim, nie dopuścić do nadmiernego podniecenia się. Nawet nie chciałbym myśleć co by się stało, gdyby "Śpiąca królewna" obudziła się w tamtym momencie. "Było by ze mną kiepsko" - przełknąłem głośno ślinę. Zamyślony zawiązałem do końca opatrunek na nodze dziewczyny i poszedłem upolować coś do zjedzenia.
Kiedy podchodziłem już do końca tunelu prowadzącego do wyjścia z jaskini, usłyszałem głośny krzyk wrednej istoty. Bez chwili namysłu podbiegłem do niej. Po dosłownie minucie byłem już w środku. Rozglądałem się na wszelkie strony, ale moje oczy nie mogły jej dostrzec. Strach o jej delikatną osóbkę spowił moje ciało.
Dopiero po trzech minutach, dostrzegłem ją w jednym z ciemnych kątów jaskini. Jej twarz była cała blada, a ona sama cała drżała. Włosy delikatnie opatulały ją. Oczy były przerażone, wyciekała z nich krystaliczna ciecz. Instynktownie podszedłem do niej. Ta jak na zawołanie wtuliła się. Zdezorientowany dałem jej to, czego ona tak bardzo się domagała, od mojej skromnej osoby. Objąłem ją i delikatnie przeczesywałem włosy. Podniosłem owej anielicy głowę i pocałowałem namiętnie w czoło.
Nie pamiętam, ile już to czasu spędziliśmy na "poznawaniu samych siebie". Kiedy tylko dziewczyna ponownie zmorzyła swoje powieki, zabrałem ja do miejsca spoczynku. Przykryłem ciepłą kołdrą ,oraz sam udałem się na spoczynek, nie wiedząc co przyniesie nowy dzień.
***

Dam da da dam , da dada dam damdadadamm ! I o to nowy rozdział ^^ Wiem ,że tak długo nie pisałam ,ale dysk twardy odmawiał mi posłuszeństwa więc macie i się cieszcie ,bo nie wiem kiedy wyjdzie następny ! :*
P.S : Proszę piszcie komentarze, bo tak smutno się robi ;-; ....
Na pocieszenie ... wiewióra albinos !
Błądziłam w otchłani pozbawionej jakiekolwiek płomyczka radości. Nawet nie pamiętam, ile to już ziarenek czasu przeleciało mi pomiędzy zlodowaciałymi koniuszkami palców. Miałam wrażenie, iż zostałam umieszczona w jednej z próżni, gdzie bez żadnej żywej duszy, tułałam się w poszukiwaniu wyjścia z tego koszmaru. Mimo, że nikogo tam nie było, ja odczuwałam czyjś zimny, pogardliwy wzrok wbity w moje plecy, a gdy się odwracałam nikogo za mną nie było. Bałam się. Wiedziałam, że ten sen w jakiś czarodziejski sposób nie przemieni się nagle w bajkę, w których księżniczki ratowane są przez bufonowatych księciuniów, bo w każdym z nich próbuję się zabić.
W moich ciemnych odmętach podświadomości grasowały potwory, wystarczyło tylko, abym zmrużyła powieki i od razu wypełzały z miejsca swojego istnienia. W tamtym świecie nie miałam jakiekolwiek prawa bytu, podobnie jak nieziemski królewicz, o którym potrafiłam myśleć dniami i nocami. Cały czas zadawałam mu miliony pytań " Gdzie jesteś ?", "Czy jestem ciebie warta ? A może to ty nie jesteś wart mnie ?", "Zabrakło ci jaj, aby przyjść na te mokradła i wyciągnąć tonącą mnie z nieopanowanej otchłani ?". "Przestraszyłeś się swojego cienia? ", ''Jak nie możesz mnie znaleźć, usłyszeć to powiedz tylko słowo, a będę krzyczała wniebogłosy. Wejdę na wierzchołki drzew, aby być lepiej widoczna, nie będę się ukrywała. Z chęcią wskoczę w twoje ramiona, aby zaznać trochę więcej poczucia bezpieczeństwa. Tylko proszę, pojaw się przed moimi spragnionymi oczyma" - wyszeptałam z niewiarygodną łagodnością.
Położyłam się w zaznajomionej pustce. Ta dobrze znana mi przyjaciółka, jako jedyna przytuliła mnie do siebie namiętnością i nie chciała opuścić, nieważne, co bym próbowała zrobić. Chodziła za mną krok w krok. Była jednym wielkim cieniem. Nadmiernie spragnioną miłości, porzuconą kochanką. Tak bardzo potrafiła mnie przytłaczać swoją obecnością, nie chciała być ignorowana. Coraz bardziej obawiałam się, że ten stan może utrzymywać się już przez cały mój marny żywot.Przestałam wyczuwać pełne pogardy spojrzenia, wymyślonych przeze mnie potworów. To zaczynało robić się zdczeczka dziwaczne. Miejsce, w którym przebywałam, przerażało mnie jeszcze bardziej, niż w pierwszym stadium snu. Cała drżałam ze strachu o moje życie. Mimo, iż tak bardzo chciałam się z niego wreszcie uwolnić, to nie w taki ewidentnie bolesny sposób. Chociaż... co mi tam.
W jednej chwili pojawiły się nienawistne kreatury. Z ich paszczy ulatniał się okropny odór, jednak to nie było tak przerażające, jak ich buchające nienawiścią i odrzuceniem oczy. Jak to zawsze bywa, pożałowałam mojego wyboru. Próbowałam uciekać. Jednak na próżno. Otoczyły mnie zwartą pętlą, w której nie było żadnych ubytków, więc nie było co mówić o ucieczce. Poczułam jak powoli ich macki dobierają się w okolice moich stóp. Przewrócili mnie i zaczęli pożerać żywcem. Zamknęłam oczy i wydałam z siebie głośny krzyk cierpienia.
***Perspektywa Jelenia (Kira - ale, Melanie jeszcze nie wie... haha, a my wiemy, wy teraz też)
Wszedłem do miejsca, które można było nazwać ogniskiem domowym. Zawsze było takie same. Puste, pozbawione żywej duszy, bez osoby, która mogła by spokojnie czekać na mnie z ciepłym obiadem. Zawsze zimne i oschłe. Moja wielka samotnia, pustka w najgorszym koszmarze, labirynt bez cząsteczki światła nadziei. "Może w niedalekiej przyszłości mogło by to ulec drobnej zmianie" - popatrzałem się na białowłosą królewnę. Położyłem ja na stogu całkiem świeżego siana. Przykryłem kocem zrobionym z najdelikatniejszych cumulusów, zostawiłem odkrytą tylko nogę z buchającą ogniem raną. Energicznie podszedłem do rześkiego nurtu źródła i namoczyłem kawałki białego płótna. Toczyłem zawziętą walkę z bezlitosnym czasem. Możliwe jest, iż gdybym nie udzielił jej pierwszej pomocy, umarła by w skutek okropnego zakażenia. To nie był łatwy przeciwnik do pokonania. Posiadał on równie taką samą silną wolę, co moja. Nie męczył się, nie potrzebował odpoczynku , a tym bardziej przerwy na kawę. Był bezlitosny. Wystarczyło tylko jedno skinięcie, zły ruch, aby zabrał swoje oddziały i rozerwał szyki, zniszczył delikatny organizm dziewczyny.Jednak na całe szczęście, nie dopuściłem to takiego stanu rzeczy.
Wygrałem ze śmiercią. Czułem się w tamtym momencie tak niesamowicie. Krew w moich żyłach płynęła coraz szybciej, pod wpływem uwalniającej się adrenaliny. Musiałem zachować się w miarę normalnie i przede wszystkim, nie dopuścić do nadmiernego podniecenia się. Nawet nie chciałbym myśleć co by się stało, gdyby "Śpiąca królewna" obudziła się w tamtym momencie. "Było by ze mną kiepsko" - przełknąłem głośno ślinę. Zamyślony zawiązałem do końca opatrunek na nodze dziewczyny i poszedłem upolować coś do zjedzenia.
Kiedy podchodziłem już do końca tunelu prowadzącego do wyjścia z jaskini, usłyszałem głośny krzyk wrednej istoty. Bez chwili namysłu podbiegłem do niej. Po dosłownie minucie byłem już w środku. Rozglądałem się na wszelkie strony, ale moje oczy nie mogły jej dostrzec. Strach o jej delikatną osóbkę spowił moje ciało.
Dopiero po trzech minutach, dostrzegłem ją w jednym z ciemnych kątów jaskini. Jej twarz była cała blada, a ona sama cała drżała. Włosy delikatnie opatulały ją. Oczy były przerażone, wyciekała z nich krystaliczna ciecz. Instynktownie podszedłem do niej. Ta jak na zawołanie wtuliła się. Zdezorientowany dałem jej to, czego ona tak bardzo się domagała, od mojej skromnej osoby. Objąłem ją i delikatnie przeczesywałem włosy. Podniosłem owej anielicy głowę i pocałowałem namiętnie w czoło.
Nie pamiętam, ile już to czasu spędziliśmy na "poznawaniu samych siebie". Kiedy tylko dziewczyna ponownie zmorzyła swoje powieki, zabrałem ja do miejsca spoczynku. Przykryłem ciepłą kołdrą ,oraz sam udałem się na spoczynek, nie wiedząc co przyniesie nowy dzień.
***

Dam da da dam , da dada dam damdadadamm ! I o to nowy rozdział ^^ Wiem ,że tak długo nie pisałam ,ale dysk twardy odmawiał mi posłuszeństwa więc macie i się cieszcie ,bo nie wiem kiedy wyjdzie następny ! :*
P.S : Proszę piszcie komentarze, bo tak smutno się robi ;-; ....
Na pocieszenie ... wiewióra albinos !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz