sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział 16

Rozdział 16


***Perspektywa Melanie (Obudzenie ze snu, akcja w kącie, przybiega Jeleń)

   Przerażona wreszcie otworzyłam powieki. Z moich ust wyleciał okrzyk smutku i nienawiści, do samej siebie. Moje tortury wreszcie skończyły się. Popatrzyłam się na swoje ręce i otoczenie w którym akurat się znajdowałam. Leżałam opatulona w jakiś koć, na stogu siana. Tu nie mogłam czuć się jakkolwiek spokojna. Bez nikogo wokół. Ta pustka przytłaczała mnie jeszcze bardziej. Jako jedyny najbardziej bezpieczny wydawał mi się kąt po lewej stronie jaskini, czułam jakbym mogła się w niego wtopić, niezauważona.
    Energicznie wstałam na odrętwiałe nogi. Cała chwiałam się, jak napita osoba wracająca prosto z baru. Momentalnie mogłam poczuć chłód szorstkiej podłogi jaskini przeszywający moje stopy. Odległość między moim celem, a mną coraz bardziej się zmniejszała, tak że w końcu wcale nie była widoczna. Chciałam stać się niewidoczna dla całego świata, zła który w nim zalega jak jakaś choroba, która powoli odbiera siły, wolę przetrwania. Czas strasznie mi się wydłużał, tak jakby jakaś niewidzialna ręka przetrzymała wskazówkę zegara, odbierając jej możliwość dalszej wędrówki po tarczy zegara.
   Skulona w mojej samotni, dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę, że ktoś wypowiada moje imię, coraz głośniej i natarczywiej. Podniosłam z ociąganiem głowę, przed oczyma kreślił mi się powoli obraz biało-włosego mężczyzny, czyżby to on mnie uratował ? Nie mogłam zebrać myśli, kłębiły się w mojej głowie jak stado rozwścieczonych os, nie dając mi spokoju.
- Kim jesteś? - wybąkałam.
   Spojrzał na mnie z ciepłym wyrazem twarzy, jego uśmiech uwolnił moje wspomnienia, na raz do mojej głowy powróciły wszystko, co mi się przytrafiło, wraz z obrazem mojego wybawiciela. Jednak teraz był inny, w jego oczach dało się ujrzeć niebezpieczny błysk. Zaczął się do mnie skradać jak wścibski wilk, polujący na swoją niczego nieświadomą, bezbronną ofiarę. W moim sercu zrodził się niepokój.
  W końcu zawładnął mną całą. W przypływie strachu energicznie rozłożyłam skrzydła, ledwo mieszczące się w nie za wielkiej przestrzeni jaskini.
- Melaaaanio... widzę w twoich oczach strach. Czyżbyś się mnie bała? Swojego wybawiciela ? - wymruczał.
  Coraz mniej mi się to podobało, ruszyłam więc do przody w celu wyminięcia go. Chciałam jak najszybciej wyjść z tej pułapki. Jednak zareagował szybciej niż mogłam się po nim spodziewać. Brutalnie chwycił mnie za nadgarstki i przyszpilił do zimnej ściany, czułam jak jej wypukłości wbijały mi się w plecy. Jego kolano znalazło się pomiędzy moimi nogami i pięło się ku najczulszemu miejscu. Próbowałam się wyrywać, ale jego siła przeważała nad moją.
- Tak się odwdzięczasz, suko? W tym lesie każdy robi to, co ja zechcę, powinnaś mi lizać stopy z wdzięczności. Bo widzisz, nie jestem tym za kogo mnie uważasz. To tylko taki... kamuflaż. Jeśli chcesz wiedzieć to jestem z tych najgorszych. Jestem synem samego szatana.
   Zadrżałam.
- Drżysz? Widzę, że ci się podoba.
- Dlaczego mi to robisz ?! - wykrzyczałam mu prosto w twarz, następnie plując mu w oczy.
    Jego dłoń powoli otarła moją ślinę i strzepała na podłogę, wszystko to działo się jakby w zwolnionym tempie. Wstrzymałam oddech, bałam się wykonać jakikolwiek ruch. Spojrzałam na mnie wściekły, nie... to nie była zwykła wściekłość, to była furia. Z okrzykiem rzucił mnie na skalistą podłogę. Całe powietrze uleciało z moich płuc. Jego ciało zawisło nade mną, usta napastnika bezczelnie wpiły się w moje, miażdżąc wargi. Jego zęby przebiły moją delikatną skórę, spuszczając krew. Na chwilę się ode mnie oderwał, nie przypominał już człowieka. Jak mogłam nic nie zauważyć ? Przecież to wcielone zło.
- Zawsze chciałem zobaczyć, jak to jest mieć anielską dziwkę ! Czuj się zaszczycona, że jesteś pierwsza!
- Wolę umrzeć... - wyjąkałam - Wolę umrzeć, niż ci się oddać!
- Wiesz... twoje zdanie to ja mam w głębokim poważaniu. - spojrzał na mnie z dosłownie diabelskim błyskiem w oku - Jednak jestem łaskawy, jeśli dostatecznie głośno będziesz krzyczeć, będę delikatniejszy niż planowałem być.
    Kontynuował moje tortury, jego dłoń znajdowała się niebezpiecznie blisko moich piersi, jednak za nim ich dotknął rozerwał moją bluzkę wpół. Poszarpany materiał odsłonił moje krągłości, łapczywie zagarnął je w dłonie. Do moich oczu napłynęły łzy bezradności, zamrugałam, aby je odpędzić, nie chciałam dać mu tej satysfakcji. Powstrzymałam się od płaczu, pozwoliłam sobie jedynie na ciche pojękiwania, które wydobywały się prost z mojej udręczonej duszy.
    Każdy jego dotyk zostawiał plamę na mojej czystości, będącej tak ważną dla aniołów.  Nienawidziłam go za to, odbierał mi jedną z ważniejszych rzeczy.
    Położył się pomiędzy moimi nogami, czułam jego napierającą męskość. Zbierało mi się na wymioty, wzbudzał we mnie niesamowicie wielkie obrzydzenie. Zamknęłam oczy, żeby chociaż trochę się od tego odciąć, po chwili mój policzek przeszył ból.
- Patrz na mnie, jak będę cię brał! - wydyszał.
     Sięgnął do spodni, w sekundę się ich pozbył. Zaśmiał się szyderczo, rozsuwając moje uda. Nie wiedziałam, co mam zrobić, więc zrobiłam pierwszą, lepszą rzecz, która mi przyszła do głowy.
- Jerard!!!!! - wykrzyczałam, mój zrozpaczony głos rozniósł się echem po okolicy.
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz