poniedziałek, 24 listopada 2014

rozdział 13


 
Rozdział 13
 

*** Poranek
 

   Przebudzałam się, z ociąganiem otwierałam ciężkie powieki. Zaczynało świtać. Promienie wczesnego słońca delikatnie muskały moje nadzwyczaj aksamitne policzki. Nowy dzień był tutaj jak narodziny długo wyczekiwanego dziecka. Cały las rozkwitał na nowo. Pąki kwiatów ponownie otwierały się ,nadając łące nowych nieznanych dotąd radosnych barw. Czasami można było pomylić je z radosnymi baletnicami ,które z wdziękiem i gracją wykonywały kolejny akt zwany życiem.
    Widząc to całe przedstawienie z wrażenia usiadłam i z dokładnością naukowca przypatrywałam się nieziemskim cudom natury. Czułam się wtedy jak nastolatka która właśnie doznała uczucia jakim jest „pierwsza miłość”.  Na drzewach zagościły pierwsi mieszkańcy lasu. Ptaki, czy coś podobnego do nich otwierając swoje malutkie dzióbki zaczęły wydawać z siebie cudownie dźwięki, dorównując najlepszym ludzkim grajkom. Z dziupli powylatywały malutkie istotki, które wcześniej uciekły w trosce o swoje kruche życie. Teraz jakoby zapomniały o wczorajszym incydencie i zaczęły radośnie podrygiwać do muzyki nadawanej przez leśnych grajków,  usadowionych ciupkę wyżej.
   Niestety nie napatrzałam się na ten wspaniały występ zbyt długo, ponieważ „motyle-kobietki” wyciągnęły swoje malutkie rączki w moją stronę, w zamiarach zaproszenia mnie do wspólnych tańców. Mimo, iż moje ciało mówiło NIE, wstałam i jak na przekór samej sobie przyjęłam propozycję. Byłabym nie w porządku ze swoim już i tak naderwanym sumieniem. Po tym co im wczoraj zrobiłam nie miałam nawet najmniejszego prawa odmówić. Wstałam i bawiłam się jak nigdy wcześniej. Byłam jak małe dziecko, bez żadnych uprzedzeń, jakichkolwiek limitów. Ożyłam.
   Mijały godziny. W każdej kolejnej z nich moje bariery, które mnie powstrzymywały, pękały jedna po drugiej. Jakby tego było mało, moja publika też się poszerzała. Za krzaków zerkała niepewna para lisów z zaciekawionymi młodymi. Jelenie nie cackały się, weszły centralnie na polane i miały moją osobę całkowicie w nosie. Starsze osobniki delektowały się źdźbłami trawy, a młode radośnie podskakiwały. Nawet jeden z nich całkiem masywny, podszedł do mnie w celu zaczepiania. Podgryzał mi sukienkę i robił równie irytujące rzeczy. Gdybym nie była tak życzliwa pocięłabym go i przygotowałbym z niego potrawkę. Jednak nie mogłam tego uczynić, był zbyt uroczy.
   Miał śnieżno białą sierść, na tle bieli wyróżniała się czarna plamka koło oka. Wyglądało to obłędnie. Gdy spojrzałam wyżej ujrzałam  wielkie, wysoko rozgałęzione poroże, które nadawało mu powagi. Patrząc na niego uznałam, że nie jest źrebakiem, ale na rosłego samca też nie wyglądał. „Może jest akurat w moim wieku, skoro tak do mnie lgnął ?” -przez moją głowę przeszła pewna nieracjonalna myśl, którą przerwał głośny niezidentyfikowany dźwięk, wydobywający się z mojego żołądka.

   - Ej wiem, że to głupie, iż do ciebie mówię…ale…wiesz gdzie mogę zjeść coś jadalnego? –wypowiedziałam te wyrazy z lekką dozą załamania psychicznego. On tylko popatrzał się na mnie i skinął głową. Nie wiedziałam dlaczego, ale czułam, że mogę mu w stu procentach zaufać.
   Zaczął podążać w stronę wyglądającej tajemniczo ścieżki. Całkowicie nim zauroczona poszłam w jego ślady, nie bojąc się nawet o moje niepewne jutro. Droga na samym początku wydawała mi się ciemna i mniej przyjazna w porównaniu do miejsca, gdzie spędziłam kilka godzin. Momentami nawet przez moją głowę przechodziły myśli, iż mogę zostać wykorzystana przez to dziwne zwierzę.
   Dopiero po godzinie wędrówki i odczuwania strasznego głodu, doszliśmy do wodopoju, gdzie łowiły niedźwiedzie. Dobrze się składało, bo miałam już ochotę posmakować ziemię, pod moimi stopami. Mój towarzysz podbiegł do nich i pokiwał radośnie głową. Nie za bardzo rozumiałam co robił, ale nie wtrącałam się. Moje wątpliwości zostały zastąpione przez ogromne zdziwienie, bo te same niedźwiedzie wyciągnęły z rzeki ogromną rybę, którą przyniosły mi przed nogi. Moje spojrzenie  zatrzymało się na rzecznym stworzeniu, które zostało ukatrupione przez niedźwiedzie szczęki. Z moich ust dosłownie wylewała się ślina. Padłam na kolana i schyliłam głowę w ramach podziękowania. Te w odpowiedzi pyskami podniosły moją głowę, stanęły na dwóch łapach i złożyły mi pokłon…aby zaraz potem pobiec w stronę rzeki i zniknąć w jej odmętach … „To było mega dziwne” –pomyślałam trzęsąc przy tym moją i tak już zajętą myśleniem o jedzeniu przepysznie wyglądającej „rybce” głowie.
   Było już około szesnaste , a mój brzuch cały czas domagał się jedzenia ciągłym coraz mocniejszym pojękiwaniem. Mimo, iż przytaszczyłam swoją zdobycz z pomocą mojego pororzastego przyjaciela, na polanę, musiałam jeszcze rozpalić ogień… co w moim wykonaniu nie za dobrze wyglądało… Na szczęście jedna z malutkich tancerek przyodziana w czerwoną sukienkę ze skóry zrobiła to za mnie. Pstryknęła swoimi malutkimi paluszkami ,i zrobiła coś czego ja nie mogłam dokonać przez kupę dobrego czasu… Normalnie załamania można było doznać….
   Kolejny problem napotkałam wtedy, kiedy musiałam wypatroszyć owoc urodziwej rzeki… Ale jak  można było by się tego spodziewać i tym razem pomogła mi jedna z latających elfek, o których nie wiedziałam jeszcze prawie nic. Ich obecność zaczęła mnie troszeczkę za bardzo przytłaczać. Tyle dla mnie zrobiły, a ja zaczęłam je odrzucać. Kiedy jedna z nich podlatywała do mnie, na moim ciele maszerowały zwarte legiony dreszczy zwalczające jeszcze bardziej zaangażowane w bój ciarki odrętwienia. Wiedziałam, iż będzie to trudna do zwyciężenia walka ,bo obydwa zjawiska nie chciały opuścić mnie nawet na jeden krok.
    Co chwila za drzew pojawiały się kolejne armie cieni. Światło słońca musiało coraz bardziej ustępować. Zaczęła się odwieczna walka, którą jak zawsze przegrywała jasność ,aby porankiem powstać i rozproszyć ciemności ,które za bardzo przyzwyczaiły się do obejmowania czegokolwiek na swojej drodze. Pąki kwiatów które rankiem radośnie rozwijały się teraz jak speszona nastolatka delikatnie zamykały się w sobie.
    Z tętniącego życiem miejsca uciekły już wszystkie zwierzęta. Tylko malutkie istotki rodem z disnejowskich bajek cały czas prześladowały mnie swoim istnieniem.  Można było po prostu uznać, iż ten fakt mnie nie zadowalał, ponieważ przeczuwałam ,że mogą przeistoczyć się w coś nie do opisania własnymi słowami.
   Ostatni w promyków słońca przemijającego dnia zaszczycił mnie swoją obecnością. Każdy zakamarek lasu został oblepiony przez ciemność, ziemię okryła czarna peleryna mroku. Zewsząd do moich uszu dochodziły przeraźliwe krzyki, podniosłam głowę i zaczęłam się rozglądać. Natychmiast pożałowałam swojej ciekawości, otóż okazało się, że owe krzyki należały do „ słodkich wróżek”, które diametralnie się zmieniły. Ich oczy poczerwieniały, mogło się wydawać, że zapłonął w nich ogień nienawiści. Na tym się to nie kończyło, w ich pyszczkach wyrosło stado kłów.  Zamiast motylich dodatkowych kończyn pozwalającym im latać, wyrosły im demonie. Były całe poszarpane jak źle oprawiona skóra, w rękach jeszcze gorszego cieśli. Wiedziałam, że za krótką chwilę, zacznie się rzeź. Nie chciałam stać się dla nich smakowitą przystawką, więc zaczęłam czym prędzej uciekać od tej scenerii wyciągniętej prosto z najgorszego filmu grozy.

   Cały las chciał, abym stała się posiłkiem dla groźnych istot. Co chwila potykałam się o ogromne korzenie, przy każdym potknięciu widziałam oczy mich niegdyś „ przyjaciółek” . Na co ja liczyłam ?I tak prędzej, czy później zdradzą ciebie, albo zostaną twoimi najgorszymi koszmarami, z których nie ma możliwości ucieczki. Znowu byłam głupia, łudząc się, iż mogę zaznać szczęścia. Ono nigdy do mnie nie przywędruje. Nie ma czegoś takiego… Nigdy nie było i nigdy nie będzie. Wszystkie światy są takie same, w każdym bez wyjątku jesteś tylko nędzną ofiarą, zdaną tylko na samą siebie.
   Dobiegłam w ślepy zaułek, w około otaczały mnie góry, oraz ogromny wodospad. Światło księżyca majestatycznie odbijało się od szybko spadającej wody. Zagapiłam się. Dopadli mnie. Moje ciało spowił chłód ziemi, na której właśnie leżałam, oczekując nieuchronnego końca. Przymrużyłam oczy i usłyszałam….


***

Przepraszam ,że taki krótki ,ale nastepny bedzie 2x jak nie 3 większy. Jak na dzień dzisiejszy miłego czytania moje aniołeczki.

P.S; Bym zapomniała Niku-chan dla Ciebie specjalny dedyk :********** Kocham ciebie ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz