piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 12

- Choć za mną dziecko Michała!

- Co? Kogo ja się do jasnej ciasnej pytam?

-Upierdliwa jak ojciec -powiedziała zdołowana ,a druga poklepała się po głowie ,w ramach zdołowania.

-Nie martw się pójdziesz z nami po dobroci ,albo porozmawiamy sobie inaczej –na jej twarzy zagościł diabelski uśmieszek, przez którego moje ciało spowiło stado nieujarzmionych dreszczy. I kto mógłby się spodziewać ,iż takie małe i urocze stworzonko mogło być bardziej przerażające od najgorszych ludzkich koszmarów. Lękałam się jej ,niż opętanego Jo na strychu. Poszłam po rozum do głowy. Skierowałam swój tor lotu ku ogromnej wyrwie w powietrzu.

Im bardziej zbliżałam się do przejścia ,tym więcej widziałam. W tajemniczym przejściu latały tajemnicze istotki rodem z Disnejowskich bajeczek. Bardzo zaciekawiło mnie to. Nie patrzałam teraz na to ,iż jestem pod groźbą pobicia przez krwiożerczego liliputa ,sama chętnie wleciałam do niego. Podróżując przez kolorowe jak tęcza przejście z mdliło mnie… to za dużo kolorów jak na mnie. Czułam się jakbym zaraz maiła pozwolić wyjść śniadaniu nie tą stroną co zazwyczaj… i w dosyć nie typowej formie bo w kształcie tęczy… Na całe szczęście całego świata trwało to tylko parę sekund.

   Bardzo zdziwiłam się kiedy poczułam delikatną trawkę pod moimi stopami. Były całe bose. Również z moich nóg znikły bojówki. Zamiast nich na moich białych jak śnieg kończynach spowiła delikatna prawie przeźroczysta miniówka. Była prawdopodobnie zrobiona z najlepszego kaszmiru jaki miał czelność kiedykolwiek powstać. Nawet powróciłam do swojej dawnej formy. Było tylko jedno ale…

   -Co się stało z moją kochaną limitowaną bluzką metalicy z podpisami całego zespołu?! –wydarłam się na całą pobliską okolicę. Moje malutkie towarzyszki tylko chichotały. Bluzka przepadła… zamieniła się w głupią poszarpaną bluzkę odsłaniającą mój umięśniony brzuch, pokryty białą jak kartka papieru skórą. Mimo to czułam się tak lekko.
   Moje włosy były rozpuszczone i delikatnie falowały na wszelkie możliwe strony świata. Wyglądałam jak jedna z moich towarzyszek. Gdybym spojrzała teraz w lustro nie poznała bym samej siebie. Wyglądałam jak kobieta. Moje długie nogi nieziemsko prezentowały się na tle zieleni, jednak to nie załatwiało sprawy gdzie jestem…i jak przybrałam swoją pierwotną formę.

   -Eeee przepraszam… gdzie ja aktualnie się znajduję, i jak to się stało ,iż przybrałam swoją pierwotną formę ? Jedna z postaci podleciała do mnie.

   -Otóż tak ,pozwolisz zacznę wpierw od tego… Znajdujesz się w krainie jedynego archanioła śmierci. Pewnie ten ”Pan Wybielacz” powiedział Ci coś o naszym szefie…prawda…? –popatrzała się na mnie z góry- No dobra mniejsza z tym, nasz władca posłał po twoją osobistość.
   -Ohh jak miło… Czym sobie na to zasłużyłam ?

   -Sama się dowiesz. Jakobym tobie coś nawet pisła –przerwała w połowie zdania z powodu nagłego ataku dreszczy.

   -Już się boję ,jak ON ciebie przeraża to mnie tym bardziej… -Nie masz czego –posłała mi niezwykle sztuczny uśmiech.

   -Tak ,tak jasne. A czy w końcu odpowiesz mi na moje pytanie?

   -Oczywiście już mówię. -Zamieniam się w słuch. A uwierz mi mam nieziemsko dobry –podniosłam delikatnie kąciki ust w jej stronę.

   -No to tak, zacznijmy od tego. Jak już dobrze wiesz zostałaś wybrana na nowego niebiańskiego posłańca śmierci, również posiadasz duszę byłej nieskazitelnej dziewicy. Odziedziczyłaś po niej „dzidę” oraz moc kontrolowania wszystkich powiewów. Teraz pierwsze pytanie „Jak to się stało ,iż w ogóle zostałaś aniołem ,nie mówiąc już ,że jednym z elity”. I odpowiedz „Ty zawsze nim byłaś.

   -Ale jak to… -zająknęłam się.

   -Nie przerywaj mi! –Czerwony płomienny rumieniec zawędrował na jej malutkie policzki.

   -No dobrze spokojnie –delikatnie spuściłam swoją głowę z pokorą.

   -No to na czym ja skończyłam? A no dobra. Ty zawsze nim byłaś. Masz to zapisane w genach .Dowodem tego są twoje białe jak najpiękniejszy pierwszy śnieg włosy.

   -Przepraszam ,ale ja mam włosy jak węgiel. Ten kolor jest tylko wynikiem ubocznym anielskich ziół –powiedziałam dumna a zarazem zniesmaczona.

   -Tutaj mogła bym się sprzeczać ,mam nawet dowody!–popatrzałam się na nią zaintrygowana oraz zdziwiona. Zaczęła opowiadać.

   Nie mogłam uwierzyć w prost to co do mnie mówiła. Każde słowo z jej ust wbijało się niczym sztylet do mojego już dosyć zasztyletowanego serca. Jedyna rzecz która po nim mi pozostała, po moim jedynym ukochanym ojcu jakiego życie mi podarowało i to co po nim mi pozostało. Moje czarne jak noc włosy nigdy nie miały wrócić do normy? Miały przez ten cały czas, do końca życia pozostać jak szkolna biała kreda?!

   -O nie ja się tak nie bawię! –z moich ust wypływały coraz bardziej ostrzejsze słowa , które potrafiły zranić bardziej od najostrzejszej żyletki której często gęsto można było podzielić swój ból. Wszystkie moje emocje, które przeżyłam w przeciągu paru miesięcy skumulowały się i jak wulkan buchający śmiertelną lawą która pochłania wszystko na swojej drodze pozwoliłam ,uwolnić się długo skrywanym za udawanym uśmiechem radości uczuciom. Malutkie istotki ,które poczuły się za bardzo bezpiecznie w moim otoczeniu ,nagle poderwały się jak letni wiatr i uciekły na tak daleko ,aby czuć się wystarczająco bezpiecznie. Wyglądało to mniej więcej jakoby wielka zgraja kolorowych motyli uciekała przed wielkim szerszeniem ,który goni je z namiętnością w celu bezczelnego zagarnięcia wszystkiego w zasięgu jego dosyć bystrego wzroku. Tego nie dało się wyrazić innymi słowami jak tylko „przerażenie”. Teraz nawet nie poznawałam samej siebie.
   Czułam się jakoby wszystko co dobre i sprawiedliwe powoli umierało we mnie i zaczynało gnić ,tak samo jak przecudne jabłko ,które niegdyś rosło sobie spokojnie na jabłoni dojrzewało ,aby pewnego dnia zostać pozbawionym samemu sobie w szarych odmętach nicości. Teraz i ja doświadczałam takich tortur. Padłam na kolana. Moja głowa była właśnie rozrywana na drobniutkie kawałeczki. Chyba prawdopodobnie mogłam w tamtym monecie powiedzieć jak czuł się Jo który zdradził samego siebie i aby dla niepohamowanej zemsty odrzucić wszystko co tak bardzo kochał. Tylko tamte chwile miały największą moc przedostania się do mojego już i tak bardzo poplątanego rozumowania. Wszystko wydawało mi się czarne ,jak w najgorszym możliwym koszmarze.  Nawet najmniejsza możliwa rzecz sprowadzała mnie do szału który i tak pogłębiał moje rozdarcie wewnętrzne. Coraz bardziej ulegałam zmianie. Wyglądało na to ,iż tak samo jak mój były przyjaciel mogłam stać się tym czym i on w czystej postaci się stał. Nie chciałam tego tak bardzo! Musiałam znaleźć jakikolwiek sposób na to ,aby jakkolwiek uspokoić się.
   -Córko wiatru przypomnij sobie chwilę w której byłaś najszczęśliwsza na całym świecie! –powiedział to dość stanowczym tonem nie kto inny jak Bóg w czystej postaci.
   -A myślisz ,że to jest takie łatwe ?! Za kogo mnie masz ?! Nie jestem tak słaba! Jestem do czegoś potrzebna i to wiem ! sama wyjdę z tego gówna rozumiesz „Panie Chmurek”!
   -Zważaj na swoje słowa! –uniósł się gniewem.
   -A co zabronisz mi ?! –na to nic nie odpowiedział. Wiedziałam już w tamtym monecie ,iż prawdopodobnie popełniłam najgorszy błąd swojego nędznego życia.
   Zebrał się czarny wiatr. Umarłam. Zanim miałam się cała zatracić zobaczyłam świetlistą postać. Była ona inna od wszystkich innych. Stanowcza a za razem łagodna i delikatna ,przeszywała mnie swoimi ślepiami.  Powoli zatapiałam się w myślach o niej. Mimo ,iż nie była ona prawdopodobnie prawdziwa uratowała mnie. Czułam się już całkowicie normalnie. Jednak ta cała sytuacja całkowicie pochłonęła moje siły. Przezwyciężyłam ból. Wiedziałam ,iż w tym monecie nie jestem bezpieczna. Musiałam znaleźć dobre miejsce do przenocowania ,bo nigdy nic nie wiadomo co może się stać w ciemnościach i raczej nigdy bym nie chciała tego sprawdzać…
   Nie pamiętam ile tam błądziłam. Było już ciemno ,a mnie ogarnął strach o swoją cudem wybawioną przez wytwór mojej wyobraźni duszę. Byłam u kresu wytrzymania. Każdy mój ruch stawał się coraz bardziej cięższy do wykonania. Oczy mówiły mi już o tym jak bardzo chcą się wreszcie zamknąć w celu spoczynku. Ponownie upadłam pod naporem mojego całego naporu ciała. I jak dziecięcy balonik bez powietrza nie może wzbić się w powietrze ,tak i ja nie mogłam nawet drgnąć koniuszkiem palców. Ode chciało mi się wszystkiego. Poddałam się głodna ,oraz wycieńczona zamknęłam.                             
                                              
***
No to tak dobiegłam do 12 rozdziału ,jeszcze dzisiaj powinnam dodać 13 i 14. Miłego czytania moje skryto bujczynie ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz