- Choć za mną dziecko Michała!
- Co? Kogo ja się do jasnej ciasnej
pytam?
-Upierdliwa jak ojciec -powiedziała
zdołowana ,a druga poklepała się po głowie ,w ramach zdołowania.
-Nie martw się pójdziesz z nami po
dobroci ,albo porozmawiamy sobie inaczej –na jej twarzy zagościł diabelski
uśmieszek, przez którego moje ciało spowiło stado nieujarzmionych dreszczy. I
kto mógłby się spodziewać ,iż takie małe i urocze stworzonko mogło być bardziej
przerażające od najgorszych ludzkich koszmarów. Lękałam się jej ,niż opętanego
Jo na strychu. Poszłam po rozum do głowy. Skierowałam swój tor lotu ku ogromnej
wyrwie w powietrzu.
Im bardziej zbliżałam się do
przejścia ,tym więcej widziałam. W tajemniczym przejściu latały tajemnicze
istotki rodem z Disnejowskich bajeczek. Bardzo zaciekawiło mnie to. Nie
patrzałam teraz na to ,iż jestem pod groźbą pobicia przez krwiożerczego
liliputa ,sama chętnie wleciałam do niego. Podróżując przez kolorowe jak tęcza
przejście z mdliło mnie… to za dużo kolorów jak na mnie. Czułam się jakbym
zaraz maiła pozwolić wyjść śniadaniu nie tą stroną co zazwyczaj… i w dosyć nie
typowej formie bo w kształcie tęczy… Na całe szczęście całego świata trwało to
tylko parę sekund.
Bardzo zdziwiłam się kiedy poczułam delikatną trawkę pod moimi stopami.
Były całe bose. Również z moich nóg znikły bojówki. Zamiast nich na moich
białych jak śnieg kończynach spowiła delikatna prawie przeźroczysta miniówka.
Była prawdopodobnie zrobiona z najlepszego kaszmiru jaki miał czelność
kiedykolwiek powstać. Nawet powróciłam do swojej dawnej formy. Było tylko jedno
ale…
-Co się stało z moją kochaną limitowaną bluzką metalicy z podpisami
całego zespołu?! –wydarłam się na całą pobliską okolicę. Moje malutkie
towarzyszki tylko chichotały. Bluzka przepadła… zamieniła się w głupią poszarpaną
bluzkę odsłaniającą mój umięśniony brzuch, pokryty białą jak kartka papieru
skórą. Mimo to czułam się tak lekko.
Moje włosy były rozpuszczone i delikatnie
falowały na wszelkie możliwe strony świata. Wyglądałam jak jedna z moich
towarzyszek. Gdybym spojrzała teraz w lustro nie poznała bym samej siebie.
Wyglądałam jak kobieta. Moje długie nogi nieziemsko prezentowały się na tle
zieleni, jednak to nie załatwiało sprawy gdzie jestem…i jak przybrałam swoją
pierwotną formę.
-Eeee przepraszam… gdzie ja aktualnie się znajduję, i jak to się stało
,iż przybrałam swoją pierwotną formę ? Jedna z postaci podleciała do mnie.
-Otóż tak ,pozwolisz zacznę wpierw od tego… Znajdujesz się w krainie
jedynego archanioła śmierci. Pewnie ten ”Pan Wybielacz” powiedział Ci coś o
naszym szefie…prawda…? –popatrzała się na mnie z góry- No dobra mniejsza z tym,
nasz władca posłał po twoją osobistość.
-Ohh jak miło… Czym sobie na to zasłużyłam ?
-Sama się dowiesz. Jakobym tobie coś nawet pisła –przerwała w połowie
zdania z powodu nagłego ataku dreszczy.
-Już się boję ,jak ON ciebie przeraża to mnie tym bardziej… -Nie masz
czego –posłała mi niezwykle sztuczny uśmiech.
-Tak ,tak jasne. A czy w końcu odpowiesz mi na moje pytanie?
-Oczywiście już mówię. -Zamieniam się w słuch. A uwierz mi mam
nieziemsko dobry –podniosłam delikatnie kąciki ust w jej stronę.
-No to tak, zacznijmy od tego. Jak już dobrze wiesz zostałaś wybrana na
nowego niebiańskiego posłańca śmierci, również posiadasz duszę byłej
nieskazitelnej dziewicy. Odziedziczyłaś po niej „dzidę” oraz moc kontrolowania
wszystkich powiewów. Teraz pierwsze pytanie „Jak to się stało ,iż w ogóle
zostałaś aniołem ,nie mówiąc już ,że jednym z elity”. I odpowiedz „Ty zawsze
nim byłaś.
-Ale
jak to… -zająknęłam się.
-Nie przerywaj mi! –Czerwony płomienny rumieniec zawędrował na jej
malutkie policzki.
-No dobrze spokojnie –delikatnie spuściłam swoją głowę z pokorą.
-No to na czym ja skończyłam? A no dobra. Ty zawsze nim byłaś. Masz to
zapisane w genach .Dowodem tego są twoje białe jak najpiękniejszy pierwszy śnieg
włosy.
-Przepraszam ,ale ja mam włosy jak węgiel. Ten kolor jest tylko wynikiem
ubocznym anielskich ziół –powiedziałam dumna a zarazem zniesmaczona.
-Tutaj mogła bym się sprzeczać ,mam nawet dowody!–popatrzałam się na nią
zaintrygowana oraz zdziwiona. Zaczęła opowiadać.
Nie mogłam uwierzyć w prost to co do mnie mówiła. Każde słowo z jej ust
wbijało się niczym sztylet do mojego już dosyć zasztyletowanego serca. Jedyna
rzecz która po nim mi pozostała, po moim jedynym ukochanym ojcu jakiego życie
mi podarowało i to co po nim mi pozostało. Moje czarne jak noc włosy nigdy nie
miały wrócić do normy? Miały przez ten cały czas, do końca życia pozostać jak
szkolna biała kreda?!
-O nie ja się tak nie bawię! –z moich ust wypływały coraz bardziej
ostrzejsze słowa , które potrafiły zranić bardziej od najostrzejszej żyletki
której często gęsto można było podzielić swój ból. Wszystkie moje emocje, które
przeżyłam w przeciągu paru miesięcy skumulowały się i jak wulkan buchający śmiertelną
lawą która pochłania wszystko na swojej drodze pozwoliłam ,uwolnić się długo
skrywanym za udawanym uśmiechem radości uczuciom. Malutkie istotki ,które
poczuły się za bardzo bezpiecznie w moim otoczeniu ,nagle poderwały się jak
letni wiatr i uciekły na tak daleko ,aby czuć się wystarczająco bezpiecznie.
Wyglądało to mniej więcej jakoby wielka zgraja kolorowych motyli uciekała przed
wielkim szerszeniem ,który goni je z namiętnością w celu bezczelnego zagarnięcia
wszystkiego w zasięgu jego dosyć bystrego wzroku. Tego nie dało się wyrazić
innymi słowami jak tylko „przerażenie”. Teraz nawet nie poznawałam samej
siebie.
Czułam
się jakoby wszystko co dobre i sprawiedliwe powoli umierało we mnie i zaczynało
gnić ,tak samo jak przecudne jabłko ,które niegdyś rosło sobie spokojnie na
jabłoni dojrzewało ,aby pewnego dnia zostać pozbawionym samemu sobie w szarych
odmętach nicości. Teraz i ja doświadczałam takich tortur. Padłam na kolana.
Moja głowa była właśnie rozrywana na drobniutkie kawałeczki. Chyba
prawdopodobnie mogłam w tamtym monecie powiedzieć jak czuł się Jo który
zdradził samego siebie i aby dla niepohamowanej zemsty odrzucić
wszystko co tak bardzo kochał. Tylko tamte chwile miały największą moc
przedostania się do mojego już i tak bardzo poplątanego rozumowania. Wszystko wydawało
mi się czarne ,jak w najgorszym możliwym koszmarze. Nawet najmniejsza możliwa rzecz sprowadzała mnie
do szału który i tak pogłębiał moje rozdarcie wewnętrzne. Coraz bardziej
ulegałam zmianie. Wyglądało na to ,iż tak samo jak mój były przyjaciel mogłam
stać się tym czym i on w czystej postaci się stał. Nie chciałam tego tak
bardzo! Musiałam znaleźć jakikolwiek sposób na to ,aby jakkolwiek uspokoić się.
-Córko wiatru przypomnij sobie chwilę w której byłaś najszczęśliwsza na
całym świecie! –powiedział to dość stanowczym tonem nie kto inny jak Bóg w
czystej postaci.
-A myślisz ,że to jest takie łatwe ?! Za kogo mnie masz ?! Nie jestem
tak słaba! Jestem do czegoś potrzebna i to wiem ! sama wyjdę z tego gówna
rozumiesz „Panie Chmurek”!
-Zważaj na swoje słowa! –uniósł się gniewem.
-A co zabronisz mi ?! –na to nic nie odpowiedział. Wiedziałam już w
tamtym monecie ,iż prawdopodobnie popełniłam najgorszy błąd swojego nędznego
życia.
Zebrał się czarny wiatr. Umarłam. Zanim miałam
się cała zatracić zobaczyłam świetlistą postać. Była ona inna od wszystkich
innych. Stanowcza a za razem łagodna i delikatna ,przeszywała mnie swoimi
ślepiami. Powoli zatapiałam się w
myślach o niej. Mimo ,iż nie była ona prawdopodobnie prawdziwa uratowała mnie. Czułam
się już całkowicie normalnie. Jednak ta cała sytuacja całkowicie pochłonęła moje
siły. Przezwyciężyłam ból. Wiedziałam ,iż w tym monecie nie jestem bezpieczna. Musiałam
znaleźć dobre miejsce do przenocowania ,bo nigdy nic nie wiadomo co może się
stać w ciemnościach i raczej nigdy bym nie chciała tego sprawdzać…
***
No to tak dobiegłam do 12 rozdziału ,jeszcze dzisiaj powinnam dodać 13 i 14. Miłego czytania moje skryto bujczynie ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz