środa, 27 sierpnia 2014
Rozdział 9
Autor:
Unknown
Nie obchodziło mnie wtedy nic. Ni Jerard , ni moje białe włosy, ani nawet to, że byłam w samym ręczniku... Zaraz, zaraz - byłam w samym ręczniku. Szybko wstałam od stołu i popędziłam do góry. Niestety, tak dawno tutaj nie byłam, iż zbłądziłam. Zanim zdążyłam się zorientować, gdzie właściwie trafiłam, zobaczyłam to, czego od samego początku poszukiwałam.
Przed moimi oczami ukazały się stare hebanowe drzwi, prowadzące na strych. W mojej głowie panował mętlik, dręczyły mnie miliony uczuć związanych z tym wszystkim. Mimo, iż tak minie korciło, aby otworzyć wrota, którymi dostałabym się na strych, wciąż miałam związane z tym obawy. Nagle usłyszałam cichy ale ciepły i dosyć wyrazisty głos, dochodzący ze strychu. Mówił "Chodź do mnie, jestem od lat taki samotny. Czemu mnie opuściłaś ?". Coś we mnie drgnęło. Podeszłam do drzwi i spróbowałam je otworzyć, ale było to działanie daremne. "Poczekaj jeszcze chwilkę ... zaraz do ciebie przyjdę" - pomyślałam. Pobiegłam do mojego pokoju. Kiedy tak pędziłam do przodu, jak szałaput, o mało co, nie strąciłam sto letniej wazy i paru doniczek z różnymi kwiatami. Dobiegłam na koniec korytarza, gdzie znajdował się mój pokój. Otworzyłam jedyne drzwi i rozejrzałam się w poszukiwaniu jakichkolwiek ciuchów. Było to nie lada wyzwaniem, ponieważ w pokoju panował ład i porządek..."I jak ja się teraz odnajdę?!" Jedyna myśl przeszła mi po głowie.
Weszłam do środka, rozejrzałam się. Na krześle koło okna była biała jak lilia sukienka, sięgająca do ud. Ehhh, ile ja bym dała teraz na wygodne bojówiki... Zawsze, jak daleko sięgałam pamięcią, Jerard chciał, abym raz na ruski rok ubrała coś dla niego, chociażby sukienkę uwydatniającą moje walory. Jak dobrze pamiętam, za takie mówienie dostawał manto, hihihi. Nie dla psa kiełbasa. Ehh, ile ja bym dała, żeby było jak kiedyś... Żeby przytulał mnie kiedy bym była zdołowana i smutna, cieszył się ze mną w szczęśliwe dni... Aby po prostu mnie nie nienawidził, jak działo się to obecnie. Dobra, koniec tych rozmyślań, czas wskoczyć w sukienkę! -pomyślałam. Po ubraniu jej wyglądałam jak dziewczyna! Normalnie doła dostałam. Ale to nie pora, żeby użalać się nad sobą. Albo może jednak? Popatrzałam w lustro. Nadal miałam białe włosy. Po prostu tragedia... Co się stało z moimi czarnymi jak heban włoskami. Głośnie pukanie przerwało moje pognębianie samej siebie.
-Proszę- Powiedziałam z żalem w głosie. Do pokoju weszła ciocia
-Jak się masz kochanie?- Zapytała z wrażliwością i czułością w głosie.
-Źle.Aż tak to po mnie widać ?- Zdziwiłam się.
-No to co jest? A tak z innej beczki, pięknie wyglądasz w sukience .-Uśmiechnęła się do mnie.
-Nic mi nie mów... Zobaczysz, jeśli mi nie dasz moich normalnych ciuchów, to wkradnę się do tego zboczeńca i zabiorę jego ubrania, żeby w nich chodzić!
-Desperatka ...- Obydwie zaczęłyśmy się śmiać jak powalone.
-No to gadaj co się dzieje ...- Przerwała swój nieokiełznany jak zazwyczaj śmiech.
-Nic...-Odpowiedziałam łamanym głosem. Przed moimi oczyma zobaczyłam nasze wszystkie radosne i smutnie chwile, spędzone z tym idiotą. Moje oczy napełniły się słoną cieczą i spadały na policzek w formie łez. Po raz pierwszy od śmierci mojego ojca płakałam. Uwolniłam wszystkie uczucia, popadłam w histerię. Podbiegła do mnie Klara i przytuliła, najmocniej, jak tylko potrafiła, głaszcząc mnie przy tym po głowie..
-Już możesz iść, jest już dobrze. - Przerwałam tę urokliwą scenkę -Już jest dobrze ...- Posłałam sztuczny uśmiech w jej stronę -To nie w moim stylu...
-Rozumiem. Trzymaj się – obdarowała mnie ciepłym uśmiechem, kierując się do wyjścia.
-A, mam jeszcze jedno pytanie... Jak otwiera się drzwi na strych?
- Po co chcesz tam wchodzić!? -Podniosła głos.
-Mam tam pewną sprawę do załatwienia. Jeśli mi nie powiesz, rozwalę to cholerstwo na drobny mak!
-Dobrze więc... Wiedziałam, że to kiedyś się stanie... Po pierwsze, musisz użyć magii powietrza na otwór w zamku, aby się otworzył .
Nawet nie pozwoliłam jej dokończyć, gdy wystrzeliłam jak z procy do tajemniczego miejsca. Będąc już przy drzwiach zrobiłam to, co powiedziała wiedźma. Otworzyły się! Były otoczone białą poświatą. Zrobiłam krok w tył i znowu usłyszałam ten głos "Wiedziałem, raz jeszcze chcesz mnie opuścić" Słysząc to ponownie coś we mnie zadrgało, a ja przestałam się wahać. Szybko pobiegłam na górę, gdzie wszystko stało się jasne, a po moich policzkach znów strumieniami spływały łzy…
***
Tadam :3 No to macie kolejny rozdział . Widły i pochodnie w dłoń kochani .
P.S; Dedyka dostają wszyscy stali czytelnicy :3 Kocham was i to dzięki wam mam ochotę oraz motywacje pisać :3
A co do reszty ...Też was kocham moje aniołeczki najwspanialsze ....ale niestety ... :*
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz