poniedziałek, 25 sierpnia 2014

One-shot Jerard

  Obudziła mnie mokra szkarłatna ciecz, która spływała po moich powiekach. Zaczerpnąłem powietrza w płuca i przetarłem oczy. Chyba znowu demon uśpiony we mnie postanowił zrobić mi niespodziankę  i przejął nade mną kontrolę. Byłem w jakimś pokoju, wszędzie walały się potrzaskane meble, a ściany były przyozdobione w moją, oraz inną krew. Miała taki słodki zapach, dokładnie taki sam jak Melani. 
  Po przebadaniu całego otoczenia, moją uwagę przyciągnęła ciemna postać w oknie i jak na zawołanie przypomniało mi się całe zdarzenie, które miało miejsce w tym klubie. Z przerażeniem popatrzałem się na moją skrytą miłość która widocznie zamierzała popełnić największe głupstwo w swoim życiu, a mianowicie zakończyć je. 
  Z nową dawką energii podbiegłem do okna. Nie zdążyłem. Przez moja głowę przeszedł najgorszy scenariusz, a z mojego gardła wydostał się przerażający okrzyk. Spojrzałem w dół, na całe szczęście jeden z aniołów przechwycił tą istną ofiarę losu. Z ulgą otarłem się o ścianę, spoczywając na podłodze wypuszczając długo zalegający w płucach oddech. 
-  Ehh czemu jej nie zabiłeś? - powiedział zasmucony Lucyfer. 
- Bo mi się tak chciało.
- Jasne... Dalej ukrywaj swoje uczucia...
- Będę robił to co mi się żywnie podoba. A czy ty mógłbyś chociaż raz założyć coś innego niż ten stary prześwitujący czarny ręczniczek, który ledwo zakrywa Ci dupę?
- Ohh daj ty mi święty spokój, wystarczy, że już Ikari truje mi moje zgrabne cztery litery... - powiedział nadymany.
- Jasne i czego jeszcze.
- Nie wierzysz ? To sobie dotknij. 
- Nie dziękuję, ale chyba nie skorzystam nigdy. Ja nie jestem tym twoim  niedorobionym synem pedałkiem Kirą.
- I co ja mam niby poradzić, jesteś jedynym synem który jako tako mi się udał... - odparł zdołowany i wyniszczały psychicznie. 
- Jako tako? 
- No nie mogę porównywać Ciebie z kochaniutką córeczką tatusia! 
- Nie proszę się o to. 
  Znudzony rozmową wstałem w celu rozciągnięcia swoich nabolałych, ale już zagojonych mięśni. Po raz kolejny zaczerpnąłem powietrza. Efektem tego było wyczucie delikatnego prawie nie wyczuwalnego  zapachu mojej ukochanej. Nie myśląc o niczym innym przybrałem postać demona. 
  Z moich pleców wyrosły dwa ogromne nietoperze skrzydła zakończone szpikulcami. Moją lewą rękę pokryły bardziej widoczne linie, przechodzące w pentagramy. Oczy zabarwiły się na czerwony kolor, a końcówki czarnych jak węgiel włosów pokryły delikatnie jaśniejsze płomienie. 
- A ty gdzie się wybierasz? - zapytał się zdziwiony moją nagłą przemianą dziwak w czarnym ręczniku.
- Uświadomiłem sobie coś.
- No to życzę Ci jedynie powodzenia... 
  Stanąłem na oknie i jak liść pochwycony przez wiatr poleciałem w stronę, najmilszego zapachu na całym świecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz