piątek, 29 sierpnia 2014
Rozdział 10
Autor:
Unknown
Już pamiętam! - Wykrzyczałam do stojącego przede mną ducha, który miał na imię Jo. Traktowałam go przecież jak najukochańszego starszego brata, więc jakim prawem mogłam o nim zapomnieć?! Podbiegłam do niego i mocno wtuliłam się w jego astralne ciało. Mimo, że nie było ani ciepłe, ani zimne, poczułam, jak przechodzi przeze mnie fala ciepła. Mimo, że to do mnie nie podobne, upadłam płacząc, ściskając go cały czas. On przykucną razem ze mną, objął jeszcze mocniej i pogłaskał po głowie, mówiąc: "Będzie dobrze, jestem tutaj i zawsze będę. Poczekałem 14 lat i mogę czekać całą wieczność." To doprowadziło mnie do jeszcze większej histerii. Wypłakałam się wtedy chyba za wszech czasy. Jo nic się nie zmienił. Mimo, iż jego ciało nie było prawdziwe, można było je wyczuć, podobnie do każdego innego człowieka. Tak na prawdę to był bardzo przystojny... Co ja gadam, był nieziemski. Miał rude, prawie czerwone, falowane i długie włosy, zgrabną umięśnioną talię, może nie taką, jak Gerard, ale i tak była bardzo ładna. Pewnie gdyby był właśnie bez koszulki, dostałabym ataku krwi z nosa... Jego twarz nie posiadała specjalnie mocnych konturów. Były troszeczkę mniej wyraziste. Nie była to duża wada, przeciwnie, wręcz zaleta, bo jak spojrzało się w jego piękne, zielone oczy, od razu czuło się zahipnotyzowanym. Był pod każdym możliwym względem doskonały. Idealny starszy brat, którego zawsze chciałam mieć. Ehh, gdyby on zawsze mógł by być przy mnie.
-Hahahaha - Zaczęłam się śmiać jak powalona.
-Co się stało -Zapytał przerażony moim nagłym wybuchem śmiechu
-Nic... Przypomniała mi się taka śmieszna scenka... Jest teraz bardzo podobna do tej, pod koniec nawet taka sama - Do moich oczu znowu wdarł się potok łez. Przypomniałam sobie wówczas, jak kiedyś bawiłam się z Jerardem ...
(taka tam retrospekcja xD)
Mieliśmy wtedy chyba po osiem lat. Było to na wycieczce szkolnej, nad jeziorem. Bawiliśmy się w ganianego.
-Nigdy mnie nie dogonisz ty babochłopie!- Głośno krzyczał Jerard
-Jeszcze zobaczysz ty ...ty...niziołku !- Odpowiedziałam Mu.
-A chcesz się bić ?!
–Dawaj, nigdy nie przegram z takim kurduplem, jak Ty!
Nagle zmienił swój kierunek biegu. Nacierał prosto na mnie. Szybko znalazł się koło mnie i zaczął ciągnąć mnie za włosy. W ogóle nie bolało, więc odpowiedziałam mu uderzeniem pięści w brzuch, co spowodowało jego zgięcie się w pół. Jak można było się spodziewać, to nie był koniec walki. Podciął mi nogę, a w konsekwencji upadłam. Wykorzystał to i usiadł na mnie.
-Ha ha! I co? Cały czas będziesz nazywała mnie Niziołkiem, ty żyrafo? Hahaha! - Śmiał się w niebo głosy.
–Tak, bo jesteś niski, hahah.
–Zobaczysz, kiedyś będę większy od Ciebie, zobaczysz ! A wtedy nie powiesz, że jestem niziołkiem lub kurduplem! Poczekaj tylko!
-No dobra, dobra ...Ale czy mógłbyś ze mnie łaskawie zejść? A w ogóle, gdzie jest cała reszta? Tylko mi nie mów, że się zgubiliśmy?!- Powiedziałam z przerażonym głosem.
-No cooo tyy, zgłupiałaś, że niby ja miałem się zgubić?
-Tak! A widzisz tutaj kogoś innego od nas , albo w najbliższych okolicach!?- Do moich oczu napłynęły łzy; byłam przerażona, tak, iż nogi odmówiły mi posłuszeństwa, a ja sama ponownie upadłam na zimną ziemie.
–Ehhh, niby taka silna i wysoka, a taka beksa.-Podszedł do mnie i wtedy zmienił ton swoich wypowiedzi na delikatny i niezwykle czuły- No już, spokojnie. Będzie dobrze... Możesz wstać?- Usiadł koło mnie. Mocno się zdziwił, kiedy jakby na zawołanie, wtuliłam się w niego. Pokręciłam tylko przecząco głową. Cała drżałam z zimna. Już się nie bałam, bo To On był przy mnie. Wiedziałam, że będę bezpieczna.
-Masz, pewnie jest Ci zimno - Powiedział cały zarumieniony, nakładając na mnie swoją ciemno niebieską dziecięcą bluzę z napisem "Bad Dog".
-No to idziemy, nie?
-Ale gdzie?- Popatrzałam się na niego, już ubrana w jego bluzę.
-Przed siebie, może gdzieś dojdziemy. Nie martw się, zawszę będę cię bronił i nigdy nie pozwolę, aby stała Ci się krzywda! - Oznajmił doniośle. Na co ja przytaknęłam zarumieniona.
Błądziliśmy chyba już od jakiś 2 godzin. Zapadła noc. Byłam głodna, wycieńczona, oraz śpiąca. Mimo, iż znajdowałam w takim stanie, byłam zdeterminowana, aby iść dalej. Niestety, nie zauważyłam korzenia, który był winny mojemu upadku. Poczułam przerażający ból w kostce. Prawdopodobnie miałam ją skręconą. Syknęłam z bólu.
-Co się stało…? Możesz chodzić?!- zapytał przerażony
-Jasne, że mogę! Nie jestem taka słaba, jak myślisz!- Powiedziałam ze łzami w oczach oraz z zaciśniętymi zębami. Podniosłam się, jednak ból nie pozwalał mi ustać. Kiedy miałam wreszcie poczuć chłód ziemi, KTOŚ złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę.
-Jasne, jasne - Powiedział ironicznie - ...No już, wskakuj na plecy. Jak tego nie zrobisz to sam Ciebie wezmę, tyle, że na ręce. Wybieraj.- Spalił buraka, nie kto inny, jak mój przyjaciel.
-No dobra... Kucnij - Obydwoje spaliliśmy jeszcze większego buraka. Jakoś weszłam na jego plecy i mocno się do niego przytuliłam. On tylko spojrzała na mnie i uśmiechnął się. Pamiętam jeszcze jedno - przed tym, jak oddałam się w objęcia morfeusza – zdanie, które prawdopodobnie nie było kierowane do mnie:
- Ehh, ona to na prawdę potrafi być urocza, oby była taka wiecznie.
(Koniec retrospekcji wracamy do teraźniejszości)
-To ja dla ciebie mogłem czekać przez wieczności i dowiaduję się teraz, że kochasz kogoś innego?! O nie, tak się bawić nie będę... Koniec udawania DOBREGO!
Byłam przerażona. Jego dotychczas piękne ciało zaczęło się zmieniać w nie wiadomo co. Z jego głowy zniknęły oczy, czy nozdrza, o uszach nie wspominając. Przyjął postawę na klęczkach i zgarbił się. Z jego pleców wyrosło dziesięć par biało-czarnych rąk. Zmienił się do nie poznania... Nie mogłam nic zrobić, choć widziałam, co się dzieje. Starałam się zachować całkowitą władzę nad moim ciałem. Po całkowitej przemianie nacierał prosto na mnie. W powietrzu było czuć żądze krwi. Mojej krwi. Myślałam, że teraz dostanę śmiertelny cios, kiedy ni stąd, ni zowąd pojawił się Uriel, który przyjął ten cios na siebie. W oddali ujrzałam zdruzgotaną ciotkę, która krzyczała w wniebogłosy razem ze mną . Wiedząc w jakiej sytuacji się znajdujemy, przywołałam włócznie i natarłam na opętanego Jo. Nacierałam prosto na niego z rządzą zemsty. Nie obchodziło mnie wtedy nic, chciałam jedynie pomścić mojego archanioła, którego tak mało znałam, a pokochałam...
******************************************************
Jak mnie nie zabijecie to cud będzie :3 Tak też was mocno kocham .... Co do następnego rozdziału spróbuję aby pojawił się jeszcze dzisiaj pod wieczór albo jutro rano.
P.S; Dedyka dostaje Ciućma, Yumi oraz Ren dziękuję ,że jesteście i nie znudziły wam się moje wypociny :* Kocham was !
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Hmm, no i co daleeeej ? Czy Wy też jesteście zniecierpliwieni ?? :3
OdpowiedzUsuńtaa... jestem totalnie zniecierpliwiona ! cytuje : "następnego rozdziału spróbuję aby pojawił się jeszcze dzisiaj pod wieczór albo jutro rano" napisano 29 sierpnia.... CO TO MA BYĆ DO CHOLERY CO ?!! CHCE WIEDZIEĆ CO DALEJ :P
OdpowiedzUsuńPrzepraszam was ale moja beta jeszcze nie poprawiła mi rozdziału ... Ale nie martwcie się ponieważ mam w zeszycie zapisane już do 14 rozdziału, a każdy z nich wychodził na 3-4 kartki a4 więc niebawem prawdopodobnie będzie ...
UsuńP.S; A tak na marginesie kocham was ! Cały czas jesteście przy mnie i nie zapomnieliście o mnie :* Postaram się aby rozdział pojawił się jak najszybciej :)