niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział - 17

Niku : Hejooo :D
Youki: Ej.. ej.. to ja powinnam pierwsza witać ludzi...
Niku: Z jakiej to racji ??
Youki: Bo ja to stworzyłam... i ja jestem adminem :D
Niku: Nie zapominaj, że ja też NIM jestem :D
Youki: OD KIEDY ?!
Niku: Yyy... od wczoraj ? Zapomniałaś ? Sklerotyczka ... i w dodatku zboczona :C
Youki: Odczep się Sadystko :"O
Niku:...
Youki:...Zdradziłam Twoją tożsamość ...hahaha !xD
Niku: Także, policzymy się :D :D :D Nie zasypiaj przy mnie :D
Youki: Weź, bo ludzi mi wystraszysz :C
Niku: Ty ich już wystarczająco wystraszyłaś :D
Youki: Dobraaa... piszmy ten rozdział...:D
Niku: Okkkkkkkk. xD
Youki: Nie mów, że zapomniałaś .-_- >.<
Niku: Ha....Ha.......Ha.................NIEEE-E :D



***

- Jerard!!! - nadal krzyczałam, od tego być może zależało moje nędzne  życie. (i ten zastój, co nie Youki...? Nie mam pomysłu :CCC ... Ja mam :D )
- Po co tak wrzeszczysz ? Hę? Obdzierają Ci skórę żywcem ? Jestem blisko  Ciebie - w mojej głowie rozbrzmiał  zirytowany głos Jerarda.
   Moje oczy rozszerzyło zdumienie. Blisko mnie? Czy to jakiś żart? Skąd on mógłby się tu wziąć Czyżbym miała halucynacje ?
- Co mi dałeś jak byłam nieprzytomna? - spytałam z wyrzutem mojego prześladowcę - Mogłeś chociaż mi tego oszczędzić.
-.... Co? Ja ci nic nie podałem ? O czym ty gadasz? - spytał skonsternowany - Próbujesz wszystko przedłużyć ? Jeśli tak, to ci się nie uda.
- Jeśli tu jesteś, pomóż mi proszę - powiedziałam do samej siebie, bo tak naprawdę nie wierzyłam, że ON może tu być.
- Chociaż raz uwierz w to, że nie jestem taki zły. Nawet nie wiesz, ile musiałem cię szukać - powiedział, gdy rzucał się na mojego napastnika. Przewrócił go na plecy, teraz on był ofiarą. ( Niiiiiikuu.... Twoje yaoi się szerzy ... ZAMKNIJ SIĘ :D )
- Ejjj... może byś tak zaczęła uciekać?? Heloooł, po to masz skrzydła, mi tu się powoli ciężko robi.  
   Nie byłam wstanie spełnić jego prośby, zamarłam jak słup soli, byłam w stanie tylko odczołgać się na drugi koniec jaskini. Moja nie do końca zagojona rana w udzie nadal dawała się we znaki. Nie miałam tyle siły, aby unieść chociażby jedno, ogromnie skrzydło. Stałam się bierną obserwatorką.

*** Perspektywa Jerarda :D
   
   Przyciskałem tego sukinkota do podłogi, miałem ochotę poćwiartować jego nędzne ciało na milion kawałeczków, jednak nie miałem tyle czasu. W dodatku Melania była wystarczająco wystraszona, nie chciałem pogarszać jej stanu. Ze względu na nią zamierzałem się w miarę kontrolować.
    Wyciągnąłem za pasa jeden ze sztyletów i z prędkością błyskawicy zaatakowałem. Wyciągnąłem mu prawą rękę nad głowę i przyszpiliłem ostrym ostrzem do podłogi, z drugą uczyniłem dokładnie to samo. Zawył z bólu i wściekłości. Jego krzyk wywołam u mnie uśmiech, spojrzał na mnie ze zgrozą. Doprawdy było to zabawne, jak szybko odwróciły się role.
- Zapłacisz mi za to! - wysyczał
- Hę? Poskarżysz się tatusiowi ? Jeszcze i tak ci nic specjalnego nie zrobiłem - w moich oczach zapaliły się ogniki rozbawienia. - To ty zapłacisz za to co zrobiłeś!
  Wybuchłem śmiechem, nie pamiętam kiedy ostatnio tak dobrze się bawiłem. Nie mógł nic zrobić, był jak zwykły robal na haczyku. Tylko ja mogłem go uwolnić.
- Co ja zrobiłem ? Ty nic nie wiesz... Nie wiesz jak to być stworzonym przez samo zło, ty miałeś lepiej... miałeś matkę! Chciałem mieć możliwość wyboru, ale po prostu go nie miałem. Jestem owocem chorych ambicji szatana. Kiedyś spotkałem pewnego anioła, który pomógł mi dostrzegać dobro, ale nie był wstanie nauczyć mnie go czynić. - w jego głosie słychać było gorycz.
- To nie zmienia faktu, że podniosłeś rękę na jednej z najjaśniejszych aniołów. - wyplułem mu te słowa prosto w twarz.
- Ty niby jesteś lepszy? Jesteś w połowie demonem, chyba nie powiesz mi, że nie miałeś ochoty jej zabić? Taka jest część twojej natury, prawda, która nigdy nie stanie się kłamstwem. Nie możesz zaprzeczyć samemu sobie...
- Tyle, że zauważ ... teraz pragnę odkupić swoje grzechy, chociażby w małym stopniu. Wiem, że to mało możliwe, jestem realistą, ale mimo to wierzę w jej dobroć. Może przynajmniej nie będzie mnie nienawidzić.
-Haha... jesteś strasznie naiwny ! Uratujesz ją... no dobra, ale i tak prędzej, czy później nie będzie mogła znieść twojej obecności. Demon w tobie będzie ją odpychał. - jego głos ociekał jadem.
   Miałem dość jego gadania, wstałem i kopnąłem go prosto w twarz, z jego nosa od razu buchnęła krew.
- Wiesz, ciekawe ile będzie ci odrastał, jak ci go odetnę - skierowałem miecz, który wyciągnąłem z pochwy przywieszonej na plecach, na jego przyrodzenie.
   W jego oczach pojawiła się panika, każdy by spanikował. Nie przedłużałem tego i szybko opuściłem miecz w dół. Po jaskini rozniósł się niesamowity okrzyk bólu, uśmiechnąłem się z satysfakcją.
- No, to ja mogę już sobie iść. Ale najpierw ... - uderzyłem do z całej siły w głowę, aby stracił przytomność.
    Gdy już było po sprawie odwróciłem się w stronę Melanie i czule spytałem :
- Czemu stąd nie wyszłaś? Czy nie mówiłem, że masz uciekać?  Nie chciałem, żebyś mnie takim widziała po raz kolejny. - przy ostatnim zdaniu ściszyłem w ramach pokory, ale także i ze wstydu, głos.
- Przepraszam... ale tak jakby nie mam siły... - westchnęła. - Co chcesz teraz ze mną zrobić?
- Że co?
- Czego mam się po ciebie spodziewać? Znów spróbujesz mnie zabić ? - na jej twarz wykrzywił grymas.
   Podbiegłem do niej i przygarnąłem z czułością, chciałem jej tyle powiedzieć, ale nie mogłem znaleźć odpowiednich słów.  Odchyliłem głowę do tyłu, była pół naga, cała drżała z zimna. Natychmiast ściągnąłem bluzę i pozostałem w zwykłym podkoszulku. Opatuliłem jej delikatne ciało, wyglądała przeuroczo w za dużej bluzie.
- Dziękuję - pogłaskała materiał - Możesz się odwrócić ? Chciałabym ją normalnie założyć...
- A taa... sorryyy.
  Szybko z wykwitającym rumieńcem na twarzy, odwróciłem się. Nie śmiałem na nią spojrzeć. Poczułem delikatny dotyk, jej dłoń zacisnęła się na mojej. Zachłysnąłem się powietrzem, ze zdziwienia nie mogłem złapać oddechu. Po tym wszystkim nie brzydzi się mnie?
- Jerard...Możesz mnie stąd wynieść? Nie chce tu być ani minuty dłużej.
   Wziąłem ją delikatnie w ramiona i przygarnąłem do piersi, potem, czym bardzo mnie zaskoczyło, że o mało co mnie serce nie wyskoczyło z piersi, objęła moją szyje. Czułem jej ciepły oddech na skórze, ledwo powstrzymałem dreszcze. I jak ja mogłem wcześniej podnieść na nią rękę? Wiedziałem, że nigdy sobie tego nie wybaczę, nawet jeśli ona będzie wstanie. Chociaż, to są bardzo żałosne marzenia.
    Wyszedłem z jaskini rozpierając swoje skrzydła, w międzyczasie drobna istota w moich ramionach otuliła się swoimi jak kokonem. Wzbiłem się w powietrze, chcąc jak dalej odlecieć z miejsca jej tortur. Nieświadomy niczego, odleciałem szukając dla niej bezpiecznego miejsca.

***

- Gdzie jesteśmy? - spytałam, gdy wylądował.
- Zaraz będziemy na miejscu. Twoja babcia pokazała mi pewną chatkę, w której jak na razie możemy się ukryć.
- Moja babcia?! - nie mogłam ukryć zdziwienia.
- Tak, to ona powiedziała mi, że grozi ci niebezpieczeństwo i ukierunkowała mnie na dobrą drogę - powiedział z uśmiechem - To naprawdę dobra kobieta.
- Ah... tak.
   Ruszyliśmy przez gęsty, lecz piękny las. Wokół rozbrzmiewał koncert ptaków, w zaroślach buszowały małe stworzonka. Patrzałam jednak z dystansem na bajkowy krajobraz, wiedząc z doświadczenia, że piękne nie zawsze oznacza dobre. Czułam się jednak bezpiecznie w ciepłych objęciach Jerarda, coś mi mówiło, że mogę mu zaufać. Pomimo złej przeszłości, okazał mi tyle dobroci.
   W końcu wyłonił mi się obraz małej chatki z drewna w kształcie litery L, do środka prowadziły trzy schodki . Domek otaczały drzewa, gdy mijaliśmy ostatni krąg, jaki tworzyły, poczułam dziwne mrowienie w skórze.
- Pewnie to czujesz? - spytał.
- Tak, co to ?
- Drzewa tworzą magiczny krąg ochronny, dlatego jest tu tak spokojnie, nic złego się tu nie panoszy.
   Wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie, uśmiech sprawiał, że był jeszcze piękniejszy.  Czarne włosy były jeszcze dłuższe, wyglądały jak peleryna, która spływała do pasa. W ciągu tych miesięcy, przez które się nie widzieliśmy, zmieniłam się nie tylko ja, on również. Nie tylko jego włosy, ale i brązowe niegdyś oczy zmieniły się w pełne namiętności, czerwone rubiny. Teraz były totalnie skoncentrowane na mnie, przez całą drogę do naszego schronienia wpatrywaliśmy  się w siebie. Może teraz też myślał o tym samym ?
- Jesteśmy - powiedział i oderwał ode mnie swoje palące spojrzenie.
   Weszliśmy do środka, skierował swoje kroki w prawą stronę. Doszedł do lekko uchylonych drzwi, kopnął by je całkowicie otworzyć.
-Eee... gdzie ty...?
   Znaleźliśmy się w łazience, pierwszą rzeczą, która rzucała się w oczy, była duża wanna, do której natychmiast podszedł.
- Musimy cię umyć. - powiedział spokojnym tonem.
   Położył mnie w wannie. Jego ręce zawędrowały do suwaka bluzy i odpięły ją zręcznie, po czym sunął ją z moich ramion.
- Czekaj! - krzyknęłam spanikowana.
- Nie zrobię ci krzywdy. Wiem, że masz powody, żeby mi nie ufać - na jego twarzy widziałam wręcz bolesny smutek, czułam jak bardzo cierpi - Ale...chce wszystko naprawić. Proszę cię o pozwolenie, a będę przy tobie już zawsze. Zrobię wszystko, żeby cię ochronić.
- Nie wiem czemu, ale ci wierzę... - wyszeptałam.
  Klęczał przed wanną jak skazaniec, głowę miał opuszczoną w dół, włosy zasłaniały mi jego twarz. Wyciągnęłam powoli dłoń i dotknęłam jego policzek. Świeży zarost kuł mnie w skórę, było to przyjemne uczucie, tak bardzo tęskniłam za tym. Szczerze, byłam wstanie mu wybaczyć wszystko... nie ja już wybaczyłam w momencie, gdy wyskoczyłam z okna. Wiedziałam, że nie był sobą, prawdziwy Jerard by mnie nie skrzywdził. Byłam tego pewna.
- Jerard...Wybaczysz mi ?
  Spojrzał na mnie z wielkim zdziwieniem.
- CO? To chyba powinna być moja kwestia. To ja o mało cie nie zabiłem.
- Cii... powinnam zostać przy tobie.
- Ale...
- Wybaczyłam ci wszystko, to było bardzo proste. Teraz pytam, czy ty wybaczysz mnie?
- Oczywiście, że tak!
- To dobrze... to dobrze.
   Przysunęłam się jak najbliżej jego twarzy, dając mu do zrozumienia, że ma mnie pocałować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz